04.09.2016

Pociągiem do Jurmały


Upalny łotewski poranek nastrajał bardziej do plażowania, niż eksploracji Rygi. A skoro z Rygi nad Bałtyk właściwie rzut beretem, to czemu nie poświęcić choć chwili, by udać się do słynnego łotewskiego kurortu, jakim jest Jurmała?


Do Jurmały najprościej jest dotrzeć pociągiem. Dlatego z samego rana pomaszerowaliśmy na ryski dworzec kolejowy, gdzie po pozyskaniu  biletów do stacji Majori udaliśmy się na odpowiedni peron. Bilety na pociąg do Jurmały nie były drogie. Kosztowały 1,40 euro i umożliwiały przejazd do dowolnego miejsca znajdującego się w strefie B. Cała komunikacja kolejowa jest dość sensownie rozwiązana, a na odwrocie zakupionego w kasie biletu jest mapka ze wszystkimi stacjami z podziałem na poszczególne strefy. Nie dało się zgubić. Ponadto pociągów do strefy B i dalszych jeździ dość sporo, dlatego na ten nasz nie czekaliśmy dłużej niż kilkanaście minut.

Ale ryski Pałac Kultury to widać zewsząd. Nawet z peronu.

Łotewskie pociągi przypominały poszerzoną wersję naszych pociągów osobowych. Poszerzoną, to znaczy na kanapach porozstawianych w wagonach spokojnie mieściły się nie dwie a trzy osoby. Przypominały mi się studenckie czasy w tych czerwonych osobówkach na trasie Kraków-Tarnów, w tym samym ścisku, podobnej temperaturze i równie ciężko odsuwających się oknach. Nie było obaw w kwestii pominięcia naszej stacji wysiadkowej. Nazwa kolejnej stacji była bowiem wyświetlana i ogłaszana, czego w naszych osobówkach, zwłaszcza starego typu, raczej nie uraczylibyśmy. Po około czterdziestu minutach i przemierzeniu jedenastu stacji dotarliśmy do Majori, skąd zaledwie kilka minut spaceru dzieliło nas od plaży.

Jak widać pasażerów nie brakowało

Spacerując w kierunku wybrzeża mieliśmy okazję podziwiać uroczą, drewnianą architekturę tego łotewskiego kurortu. Sama Jurmała powstała jako zlepek kilku mniejszych nadmorskich miejscowości, a jego głównym centrum turystycznym jest właśnie Majori. I kiedy na horyzoncie pojawiła się plaża, nie mieliśmy wątpliwości, dlaczego.




Nadmorski pejzaż mógłbym określić tylko jednym słowem. Wakacje. W najczystszej postaci. Piasek, morze i pełnia słońca. Piasek wydawał się być nieco oszukany. Mimo panującego upału był on zimny i utwardzony do tego stopnia, że można się było po tej plaży przemieszczać na rowerze. Morze na samym początku też wydawało się zimne. Jednak pomimo szerokości geograficznej doszedłem do wniosku, że można się w tym miejscu nie tyle poopalać się i wykąpać, ale i spędzić naprawdę świetne wakacje.

Wybrzeże w Jurmale

Był fun



Tak Łotwa, dotychczas kojarząca się z zimną północą, urosła w mych oczach do rangi świetnej, wakacyjnej destynacji. Wpadliśmy do Jurmały na chwilę, a moglibyśmy spędzić tam tydzień. Leżakując, brodząc w morzu, podziwiając wszechobecną drewnianą, uzdrowiskową architekturę i korzystając z tutejszej infrastruktury. Wybrzeże jest świetnie przygotowane i nie trzeba przemieszczać się zbyt daleko, by coś zjeść, napić się, czy zażyć nieco sportu. Kto by pomyślał, że na Łotwie znajdziemy takie miejsce? A że nieodkryte? To dobrze. Łotwa nie brzmi jak Grecja czy Hiszpania, ale tego dnia czułem się jak nad Morzem Śródziemnym. W czterdzieści minut, za euro czterdzieści.

Stacja Majori

Ryga z mostu kolejowego

1 komentarz:

  1. Wygląda na to, że połączenie faktycznie rewelacyjne i czasowo, i cenowo. Łotwa wciąż przede mną i nie wykluczam tego państwa jako wakacyjnego kierunku. Wypad nad morze jak najbardziej byłby pożądany podczas mojej wizyty w tym kraju :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń