01.07.2016

Dream Hostel Warsaw - moje miejsce w Warszawie

Dream House Hostel w Kijowie jest miejscem, do którego ze względu na wspaniały klimat i życzliwych ludzi wracam z ogromną przyjemnością. Dlatego kiedy dowiedziałem się, że moi ukraińscy przyjaciele otwierają hostel w Warszawie wiedziałem, że muszę to zobaczyć i sprawdzić, czy zrobili u nas równie dobrą robotę. Zresztą, pewnie gdyby nie otwarcie Dream Hostel Warsaw,  nieprędko wybrałbym się na weekend do stolicy.

Kijowski hostel bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę swojemu warszawskiemu bliźniakowi. Jechałem do tego miejsca licząc na naprawdę wysoki poziom i fantastyczną atmosferę. Miałem jednak świadomość, że tak naprawdę wszystko dopiero się tam rozkręca, przez co miałem zwiększoną tolerancję na ewentualne niedociągnięcia.

Pierwsze co zaskoczyło mnie na plus to lokalizacja. Wiedziałem, że Krakowskie Przedmieście to samo centrum, jednak nie spodziewałem się, że do Placu Zamkowego będę miał zaledwie 300 metrów na piechotę. Gdybym miał usilnie marudzić, mógłbym stwierdzić, że najbliższa stacja metra jest trochę daleko, ale przejście się choćby Krakowskim Przedmieściem w otoczeniu warszawskich highlight'ów nie jest raczej nieprzyjemnością. Zresztą, dla wygodnych leniuszków przystanek autobusowy jest tuż pod hostelem.

Dotarliśmy. Znajome logo wywołało na mej twarzy uśmiech i ekscytację. Weszliśmy do czteropiętrowej kamienicy, w której nadal unosił się zapach nowości i wyjechaliśmy windą na pierwsze piętro, gdzie znajduje się recepcja. Wystarczyło tam wejść, by się zakochać. Po ścianą rozległa kanapa a nad nią świetna mapa świata z napisem "Travel. Dream. Get Inspired". Od razu wiedziałem, że chcę taką w domu. Z tego wszystkiego zapomniałem, że mam się zakwaterować, nie mówiąc już o tym, że z tej radości nie zarejestrowałem numeru naszego pokoju. Ale nic w tym złego, umożliwiło mi to tylko powrót na recepcję i nacieszenie oka widokiem tej epickiej ściany po raz kolejny.

Pokój nie był duży, jednak miał wszystko, co potrzeba. Łóżko, stolik, półki, a przede wszystkim dobrze wyposażoną łazienkę. Do tego świeża pościel, ręczniki, poduszki wygodniejsze niż w domu. I znów gdybym miał się do czegokolwiek przyczepić, to chyba tylko do gołębi gruchających na dziedzińcu. Ale to zapewne ze względu na moją awersję do tego gatunku ptactwa.


Udaliśmy się na zwiedzanie hostelu. Co robi w nim największe wrażenie, to wystrój. Ściany w hostelu mogłyby pełnić funkcję muzeum street artu. Na poddaszu znajduje się też bar, który na tamten moment nie pełnił jeszcze w stu procentach swojej funkcji. Można tam było natomiast zjeść całkiem smaczne śniadanie w cenie 12 złotych. Jedyna rzecz, która mnie zaskoczyła, to dodatkowo płatna kawa – a bez kawy niestety nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Ale te dodatkowe 3 złote to raczej nie majątek :)




Problemem na tamten moment były godziny otwarcia baru. Tylko w porze śniadaniowej i przez chwilę wieczorami. Niestety bez możliwości zakupu alkoholu. Jednak ostatnie piętro, ze względu na swój wystrój z czasem (i z koncesją na alkohol) niewątpliwie będzie miejscem spotkań hostelowych gości. Jestem przekonany, że przy mojej następnej wizycie to miejsce będzie tętnić życiem od rana do późnych godzin wieczornych.

Hostel to jednak nie tylko ładny wystrój czy wygodne łóżka. To przede wszystkim ludzie. Ludzie, którzy stworzą tu taką atmosferę, że będzie się chciało tu wracać. W Kijowie tak jest, to właśnie ludzie są dla mnie motywacją, by co jakiś czas się tam pojawiać. Jak jest w Warszawie? Obsługa jest bardzo miła, pomocna, wielojęzyczna. Część z nich to Ukraińcy, ale to, że Ukraińcy tworzą w Warszawie hostel  nie powinno budzić żadnych uprzedzeń. Czasem mi się wydaje, że mimo naszej słynnej staropolskiej gościnności, to my powinniśmy się tej gościnności uczyć od naszych wschodnich sąsiadów. Już nie raz przychylili mi nieba, nie inaczej było tym razem.

Mam też myśl, która tkwi mi w głowie do dziś i naprawdę rzadko w miejscach zakwaterowania się z nią spotykam. Wystarczyło, że zamieniłem dwa zdania z szefową recepcji i od razu wiedziałem, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu.

Hostel opuszczałem z myślą, że za krótko. Że zostałbym jeszcze chwilę. I że w końcu mam w Warszawie miejsce, do którego będę chciał wracać. Przed hostelem świetlana przyszłość, bo tworzą go naprawdę świetni ludzie. Już nie mogę się doczekać, gdy do niego wrócę. By sprawdzić, czy wszystko idzie tam w dobrym kierunku.

1 komentarz:

  1. Powiem Ci, a właściwie napiszę,że miejscówka wygląda naprawdę całkiem przyjemnie. Z resztą jak to zwykle bywa z nowym. Mnie osobiście pewnie też by przeszkadzały te gołębie, bo nie cierpię tych ptaków ;)

    OdpowiedzUsuń