11.01.2016

Kijów muzealnie

Przyjechałeś do Kijowa, pogoda nie zachwyca, a nie chcesz tylko siedzieć w miejscu noclegu lub odbijać się od knajpy do knajpy? Albo jesteś tu nie pierwszy raz, zobaczyłeś już wszystkie największe atrakcje i nie bardzo wiesz, co ze sobą zrobić? Świetnie! Dziś pokażę Ci trzy kijowskie muzea od środka. Wszystkie praktycznie na jednej ulicy, wszystkie w tej samej cenie, każde zupełnie inne. Ruszamy z placu Kontraktowego na Zjazd św. Andrzeja (Andrijewski Uzwiz), gdzie zaczynamy przemarsz po trzech arcyciekawych muzeach. W drogę.

1. Muzeum Jednej Ulicy


Nie wiem, czy przeszliśmy choć sto metrów, a już po naszej prawicy pojawia się miejsce, które rzec można, jest kijowskim ewenementem na skalę światową. Naszym oczom ukazuje się prawdopodobnie jedyna ekspozycja, która dotyczy tylko i wyłącznie jednej ulicy. Już przed wejściem witają nas sklepowe witryny, w których zastygnięte manekiny sugerują, że za chwilę cofniemy się  o jakieś sto lat, do czasów największej świetności Andrijewskiego Uzwizu.

Witryna muzeum

W budynku wita nas kobieta w średnim wieku, która zabiera od nas 30 hrywien i zezwala robić zdjęcia. Muzeum jest bardzo niewielkie, jednak bardzo szybko dojdziesz do wniosku, że mogłoby być zdecydowanie większe. Eksponaty atakują Cię tu z każdej strony i o ile sprawiają one wrażenie, jakby miały nas za chwilę przytłoczyć, tak w przyjemny, przedwojenny klimat wprowadza nas tutaj rozbrzmiewająca w tle muzyka.
Wejście do muzeum

Możemy tu poczuć klimat obecnej stolicy Ukrainy na przełomie XIX i XX wieku. Znajdziemy tu wiele dowodów na wielokulturowość miasta a także potwierdzenie, że Zjazd św. Andrzeja pełnił funkcję centrum handlowego i artystycznego Kijowa. Mnóstwo fotografii, kas sklepowych, książek najwybitniejszych pisarzy, czy teatralnych plakatów pokaże nam to, co dziś możemy zobaczyć na Uzwizie w pozostałości jedynie wciąż funkcjonującego teatru i targu staroci.







Ze względu na niewielkie rozmiary, nie spędzimy tu zbyt wiele czasu. Jeszcze mniej, gdy nie znamy lokalnego języka, co wciąż jest lokalną bolączką dla zagranicznych turystów.

2. Muzeum Bułhakowa


Idąc w górę Andrijewskiego Uzwizu za pierwszym zakrętem po naszej lewej stronie wyłania się postać siedzącego na ławce mężczyzny. To nikt inny, jak Michaił Bułhakow, który w kamienicy tuż obok wraz ze swoją rodziną spędził kilkanaście lat swojego życia. Wchodzimy do środka, płacimy kolejne 30 hrywien, i znów przenosimy się do czasów przed I Wojną Światową. Dowiadujemy się jednak, że nie możemy tu robić zdjęć.

Na szczęście, piętro wyżej przewodnik zmienia na temat zdjęć zdanie. Przewodnik z resztą bardzo się stara, choć bez znajomości lokalnego języka prawdopodobnie jedyne, co zrozumiesz będzie nazwisko "Bułgakow".

Bułhakow znany jest nam głównie jako autor "Mistrza i Małgorzaty". Jednak jeśli chcemy dobrze zrozumieć to miejsce, warto po pierwsze liznąć nieco wcześniej trochę biografii tego autora, po drugie przeczytać "Białą Gwardię". Akcja dzieje się w Kijowie w momencie, kiedy Bułhakow mieszka jeszcze w tym mieście. Czy napisał to dzieło w tym domu – tutaj docieram do sprzecznych informacji. Są źródła, które mówią, że to tu, są takie, które mówią, że dzieło powstało kilka lat później, już w Moskwie. Nie da się jednak ukryć, że muzeum jest pamiątką po Bułhakowie i jego rodzinie, a sama stylizacja, choćby (i nie tylko) w postaci białych ścian, nawiązaniem do Białej Gwardii. Przewodnik wskaże nam wiele przedmiotów, które przetrwały prawie sto lat. Pokaże nam gabinet, w którym Bułhakow przyjmował pacjentów (za młodu był on lekarzem), pokaże rodzinne zdjęcia, czy kolekcję motyli należącą do pisarza. A także zbiór jego dzieł w wielu językach świata. Odwiedziny w tym muzeum dla fanów Bułhakowa bezapelacyjnie będą wydarzeniem.

Pokój gościnny Buhłakowa

Tu przyjmował pacjentów


Do pokoju Bułhakowa przechodzi się dziś przez szafę 


Biurko Bułhakowa, na ścianie kolekcja motyli

Egzemplarze dzieł Bułhakowa w wielu językach świata

3. Muzeum Narodowe Historii Ukrainy


Dochodzimy do końca Zjazdu św. Andrzeja. Po lewej stronie mamy już cerkiew św. Andrzeja, po prawej zaczyna się już ulica Wołodymirska. Wokół nas mnóstwo straganów z pamiątkami, za którymi ukryte są schody, prowadzące do najciekawszego muzeum na naszej trasie. Mijamy ruiny najstarszej cerkwi w Kijowie – cerkwi dziesięcinnej, przypominającej obecnie raczej zbiór kamiennych chodników aniżeli cerkiew i przed nami wyłania się gmach Muzeum Narodowego Historii Ukrainy.

Znów płacimy 30 hrywien. Mogę bezapelacyjnie powiedzieć, że będzie to najlepiej zainwestowana równowartość 6 złotych dla miłośników ukraińskiej historii. Muzeum jest dla wszystkich. Zagraniczny turysta nie zginie tu nawet bez znajomości wschodniego języka, każda sala na futrynie ma wprowadzenie po angielsku, a do tego część eksponatów również został opisana w tym języku. Do tego jest tu Wi-Fi (działa co prawda chyba tylko po to, by z wielkim trudem się w tym miejscu otagować na facebooku, ale działa). Ale tu nie Wi-Fi jest najważniejsze, a fenomenalnie pokazana historia. Na kilku piętrach.

Zwiedzanie zaczynamy od zbiorów typowo prehistoryczno-starożytnych. Gliniane naczynia, przeróżne przedmioty codziennego użytku, kości mamuta, ozdoby, czy broń. Gabloty takimi przedmiotami wypchane są po brzegi. Szybko jednak dochodzimy do średniowiecza, kiedy do Kijów, a jednocześnie cała Ruś Kijowska przeżywają okres największej świetności. Warto sobie uzmysłowić, że założenie Kijowa datuje się na rok 482, miasto ma zatem półtora tysiąca lat. A kiedy na naszych ziemiach pojawiają się początki państwowości, Kijów ma 50 tysięcy mieszkańców. Chrystianizuje się co prawda kilkanaście lat później, ale Ruś jest Państwem potężnym, co zauważymy na przedstawionych w muzeum mapach. A ten pięćdziesięciotysięczny Kijów dostrzeżemy na fenomenalnej makiecie. I nie będzie tak łatwo zlokalizować miejsca, które znamy z współczesnego miasta.





Makieta średniowiecznego Kijowa

Mozaiki Sofii Kijowskiej

Ruś Kijowska

Wspaniały Kijów niestety upadł, najechany przez Mongołów. Ale chwilę później zaczyna się okres w historii Ukrainy, który  jest nam dobrze znany. Kolejne ekspozycje będą mówiły nam znacznie więcej, pojawią się znane nazwiska polskich władców, czy w końcu Chmielnicki. Potem przewiną się znane nam rozbiory, panowanie carskiej Rosji, aż dotrzemy do początku XX wieku. Dzięki temu uświadomisz sobie, że nasza wspólna historia nie kończy się tylko na uszczerbieniu miecza o Złotą Bramę przez Bolesława Chrobrego w 1018 roku.

Znajdź Radom :)

Polskie akcenty

Świetna mapa. Widać kto potęgą na początku I Wojny Światowej

Jest to też miejsce, z którego wyjdziemy z refleksją. Muzeum to nie tylko czasy pięknego, wielkiego Kijowa. To też najnowsza, brutalna historia tego kraju. Ostatnią ekspozycją, którą zobaczysz, jest ekspozycja związana z Majdanem. Przedmioty, zdjęcia, a na końcu zakrwawiona, ukraińska flaga niewątpliwie dadzą Ci do myślenia. I jeśli będziesz miał jeszcze okazję zobaczyć czasową wystawę zdjęć z wojny w Donbasie, gdzie poza poruszającymi zdjęciami będziesz słyszał rozmowy i strzały z karabinu, gwarantuję, że wyjdziesz z tego miejsca bardzo poruszony.

Najbardziej przygnębiający korytarz

I kilka zdjęć z Majdanu



Wyciskacz łez
Ekspozycja ze zdjęciami z Donbasu


Przetrwałeś. Minęło pewnie pół dnia. Teraz możesz wyskoczyć na obiad, lub na piwo w którejś knajp przy Chreszczatyku, na który dotrzesz stąd w kilka minut. Mam nadzieję, że siedząc na głównej ulicy Kijowa i podziwiając ukraińskie flagi, nie będziesz miał wątpliwości, że Ukraina zasługuje na spokój, stabilność i suwerenność, a nie na kolejny Majdan, okupację i przelew krwi.

Flaga Ukrainy na tle monumentalnych zabudować Chreszczatyku

2 komentarze:

  1. sorry, ale Bułhakow ukradł Ci post. :D nawet niedawno się zastanawiałam, czy by MiM jeszcze raz (siódmy? ósmy?) nie przeczytać. jakoś nie miałam motywacji wielkiej, żeby na Ukrainę wracać (mimo, że mi się Lwów podobał), ale nie mogę przecież olać muzeum pisarza, którego tak strasznie lubię. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie masz wyjścia. Kijów Cię nie ominie, polecam i zapraszam :)

      Usuń