06.01.2016

Jak zostać pilotem wycieczek. Historia prawdziwa.


Bardzo często otrzymuję pytania, jak zostać pilotem wycieczek. Nie będę jednak pisał tutorialu, a opowiem Wam moją historię. Historię o tym, że warto robić w życiu coś więcej, oraz że warto czasem zrobić coś za darmo.

W trakcie studiów sam szukałem swojej drogi. Byłem na trzecim roku turystyki i dopiero wtedy dojrzewała we mnie myśl, że jednak nie pomyliłem się z wyborem kierunku i turystyka jest tym, czym chcę zajmować się w swoim życiu. Bardzo często jednak słyszałem, że studia to nie wszystko, widziałem, jak moi znajomi angażują się w różnych organizacjach studenckich, czy samorządach. Widziałem, ile im to daje i sam postanowiłem się zaangażować. W końcu studia może skończyć każdy, więc czym potem mam się wyróżnić, mając ten sam tytuł naukowy, co wszyscy?

Tak trafiłem do koła naukowego. I w tym kole naukowym wpadliśmy na pomysł, by zorganizować sobie wyjazd na Targi Turystyczne do Berlina. Nie było jednak zbyt wielu chętnych, by zająć się przygotowaniem trasy naszego wyjazdu, więc zdecydowałem się podjąć wyzwanie.

To było kilka miesięcy mojego pierwszego zderzenia z prawdziwą turystyką. Z rezerwacjami w hotelach, z planowaniem tras turystycznych, z załatwianiem świadczeń, z organizacją dofinansowania. Pomagali mi w tym członkowie koła, znajomi. Zrobiliśmy to razem. Było dużo stresu, na kilka dni przed jeszcze nie wiedzieliśmy, czy w ogóle pojedziemy, bo budżet wyjazdu przekraczał zdecydowanie nasze studenckie możliwości. Było dużo nerwów i kilka średnio przespanych nocy.

Pojechaliśmy. Miałem pierwszą w życiu okazję zobaczyć, jak wycieczka w postaci teczki z papierami staje się rzeczywistością. To były cztery dni, podczas których mogłem na własnej skórze poczuć, jak wygląda praca pilota. Dobitnie to przeżywałem. Realizowanie wszystkich świadczeń było dla mnie bardzo nerwowe, wszystkie problemy na miejscu generowały stres, trzęsły mi się ręce, nie mogłem spać. Wyjazd się udał, było super, ale ja nie do końca czułem, że było dobrze. Czułem natomiast ulgę, że mam to za sobą. Stwierdziłem wtedy – nigdy więcej.

Z tym nigdy więcej, jak wiecie, wyszło jak zwykle.


Podczas organizacji tamtego wyjazdu pomagał mi też znajomy z biura podróży. Załatwił nam transport i kilka rezerwacji wstępów. Pamiętam jak dziś, kiedy w dniu wyjazdu przyszedłem do niego zrobić pierwszą w swoim życiu teczkę imprezy (dla laików – teczkę ze wszystkimi dokumentami związanymi z wyjazdem). Siedziałem wtedy w tym biurze i pomyślałem sobie – kurde, podoba mi się tu. Chciałbym kiedyś zobaczyć, jak praca w biurze podróży wygląda na co dzień.

Dwa miesiące później dostałem maila od tego znajomego. Z propozycją pracy. Do dzisiejszego dnia siedzę za tym biurkiem, przy którym wtedy mi się tak spodobało, a rzeczy, które robiłem wtedy z wielkim strachem w oczach przez pół roku, robię z wielką radością w dzień, lub dwa.

W tej całej pracy w biurze był jednak pewien warunek. Musiałem pilotować. Choć powiedziałem sobie nigdy więcej, musiałem. Dwa tygodnie po rozpoczęciu pracy pojechałem na swój pierwszy, prawdziwy, pilocki staż. Na tydzień. Za darmo. Dałem sobie jeszcze jedną szansę, stwierdzając – a, jeszcze studiuję, więc jak się nie sprawdzę, to zdobędę jakieś doświadczenie, coś nowego zobaczę i najwyżej skupię się na magisterce. Ten staż bardzo wiele mnie nauczył. Odkrywałem, na czym to polega. Sam nie wiedziałem jeszcze, czy się w ogóle do tego nadaję. Ale Ci, którzy mnie tego uczyli, twierdzili, że sobie radzę. I dawali mi mnóstwo przydatnych wskazówek.

Chwilę później był drugi staż, a potem kolejne, coraz ciekawsze wyjazdy. Zamiast "za darmo" pojawiały się też pierwsze pieniądze z tego "zawodowego podróżowania".

Oczywiście konieczność pilotowania nie była jedynym wymogiem, musiałem też zrobić kurs pilota wycieczek. Tutaj naprzeciw wyszła nam uczelnia, która dała taką możliwość. Pozwoliła też zdać egzamin wewnętrzny, który uprawniał do podejścia do egzaminu państwowego.

Aby uzyskać uprawnienia miałem właściwie ostatnią szansę. Miesiąc później wchodziła słynna deregulacja – kiedy to zniesiono obowiązek zdawania egzaminów, by zostać pilotem, przewodnikiem miejskim, oraz przewodnikiem terenowym. Udało się. Do dziś pamiętam, jak usłyszałem "to była przyjemność słuchać Pana dzisiaj", od egzaminatorki, gdy opowiadałem o Sofii Kijowskiej (o której opowiadałem pierwszy raz, kilka miesięcy wcześniej, swojej pierwszej grupie na Ukrainie).

Tak stałem się licencjonowanym pilotem. Pilotuję, od czasu do czasu wyjazdy, które sam organizuje siedząc za biurkiem. I sprawia mi to teraz ogromną przyjemność.

No dobrze. A co zrobiłbym, gdybym pilotem chciał zostać choćby dziś? Dziś, tzn. po deregulacji, kiedy można obudzić się, spojrzeć w lustro i powiedzieć – od dziś jestem pilotem wycieczek.

Jeśli nadal stoisz przed tym lustrem, przychodzę Cię uszczypnąć i powiedzieć Ci, że to wcale nie jest takie proste. Kiedyś spotkałem znajomą w sklepie. Zaczynałem wtedy urlop, ona zapytała mnie "a Twoja praca to nie są przypadkiem ciągłe wakacje?".

Nie, nie są. I nie jest to praca dla każdego, ale o tym innym razem. Gdybym stanął dziś przed lustrem i stwierdził, że chciałbym być pilotem wycieczek, najpierw nadal poszedłbym na kurs. O zbyt wielu rzeczach trzeba mieć pojęcie, by profesjonalnie robić tą robotę, oraz by ktoś, choć trochę odpowiedzialny, zatrudniłby laika z ulicy. Zanim kurs, poczytałbym o nim opinie. By wybrać taki kurs, który naprawdę Cię czegoś nauczy. Jak znaleźć pracę, jeśli nie ma się tyle szczęścia, że praca przychodzi sama?

I tu chyba dochodzimy do meritum. Słyszę ostatnio wiele opinii o tym roszczeniowym, młodym pokoleniu, które jak to ostatnio przeczytałem musi mieć na start "cztery tysiące na ręke i oczywiście multisporta". Ktoś mi kiedyś powiedział, żeby móc na czymś zarabiać, najpierw trzeba coś zrobić za darmo. Dlatego jeśli chcesz sprawdzić się w tym przyjemnym, ale nie zawsze łatwym zawodzie, pojedź sobie na staż najpierw za darmo. Wykaż się. Jeśli okażesz się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, korzyści z tego przyjdą same. Wydaje mi się, że jestem na to całkiem dobrym przykładem. Ale ja się nie znam :)

16 komentarzy:

  1. Wspaniała i zarazem bardzo ciekawa historia. W takiej pracy z pewnością trzeba być bardzo odpornym na stres i pewnie wykazać się nieraz kreatywnością, szczególnie jak coś nie idzie po naszej myśli. Grunt, że Tobie ta praca sprawia przyjemność. Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że historia się Wam spodobała :)
      Rzeczywiście, czasem zdarzają się sytuacje, kiedy coś jest nie tak i trzeba wiedzieć, jak się zachować i być przygotowanym na nagłe zmiany planów. Zdarza się dreszczyk emocji, ale ma to swój urok :)

      Usuń
  2. Interesująca ta Twoja historia. Dobitnie widać, że chcieć to znaczy też móc. Mam podobne zdanie dotyczące deregulacji. Super mogę być/zostać pilotem wycieczek w tej chwili..., ale chyba a nawet na pewno nie o to chodzi. Przecież potrzebne jest jakieś przeszkolenie, kursy. Poza tym tak jak piszesz - nie jest to robota dla wszystkich. Oprócz bycia "mózgiem ogarniania" niemalże wszystkiego przed wyjazdem, w jego trakcie i po to konieczne jest posiadanie różnych cech, których nawet kurs nam nie da. Je trzeba po prostu mieć, albo w sobie wykształcić. Jeszcze więcej udanych pilotażów życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Czasem sobie myślę, że pilotem trzeba się chyba urodzić. Choć prawdą jest, że niektóre cechy można w sobie wyrobić.

      Usuń
  3. Szkoda że tu nie ma możliwości dawania lajków, bo chętnie bym dała :) Pozdrawiam Katarzyna Wlaźlak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kasiu :) Zawsze możesz nadrobić na facebooku :)

      Usuń
  4. Ciekawa historia i śmiesznie, że na początku stwierdziłeś "nigdy więcej". Ja dużo doświadczenia nabyłam w podróżniczej organizacji studenckiej. Kiedyś myślałam o byciu przewodnikiem, pilotem albo rezydentem. Ale nie wiem czy chcę non stop żyć w rozjazdach... Muszę jeszcze to przemyśleć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się czasem wydaje, że działalność w kole naukowym nauczyła mnie więcej, niż całe studia :)
      Te ciągłe rozjazdy, tak, to zdecydowanie jeden z minusów tego zawodu. Ale wszystko zależy od tego, jak często jeździsz :)

      Usuń
  5. Jak fajniutko się czyta ten wpis :)
    Pilotaż czy organizacja wyjazdu od zera nie jest łatwa przez co zawsze piloci mają u mnie duży "rispekt". Najlepsze połączenie to takie gdzie praca jest przyjemnością - pełne zazdro :D
    PS.: "żeby móc na czymś zarabiać, najpierw trzeba coś zrobić za darmo" - można odnieść też do innych zajęć... coś wiem o tym z autopsji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tak mi się wydaje, że to hasło jest dość uniwersalne. Ważne, że procentuje :)

      Usuń
  6. Widać, że Cię ta praca cieszy i to bardzo budujące jest! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Kilka średnio przespanych nocy..." chyba nigdy nie zapomnę nocy bezpośrednio przed wyjazdem, kiedy to zastanawialiśmy się czy nastawione budziki w ogóle będą nam do czegoś potrzebne... ;)
    A wpis doskonały! Idź dalej tropem przemyśleń i refleksji, bo lepiej się to czyta niż części opisowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nagrywaliśmy tamtego wieczoru całkowicie czarnego wideobloga :)
      Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Ci się podoba. No, i że byłaś częścią tamtego sukcesu też :)

      Usuń
  8. No tak, ja też ciągle słyszę, że moja praca to wieczne wakacje - uśmiecham się tylko pobłażliwie i mówię, że - choć uwielbiam swoją pracę - nikomu takich wakacji nie życzę ;)

    Nasze pilockie historie całkowicie się od siebie różnią, ale to oznacza tylko jedno - różne są sposoby spełniania marzeń i odnajdywania swojej drogi. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, oceniać jest najprościej :) Co nie zmienia faktu, że na tych pilotażach całkiem dobrze się bawimy i spełniamy marzenia :)
      Chyba musisz mi opowiedzieć tą swoją historię :) No chyba, że mi umknęła :)

      Usuń