13.12.2015

Cypr. Podróż wyobrażona


Wyobraź sobie, że wybierasz się na wakacje swoich marzeń. Czekasz na nie z niecierpliwością i rozmyślasz, jak będą wyglądały. Jak będzie wyglądał Twój pokój w pięciogwiazdkowym hotelu, jak obfite będzie All inclusive, jak drobny piasek będzie na Twojej słonecznej, gorącej plaży. Jak bardzo się wyśpisz, korzystając z często jedynego tygodnia, gdzie nie musisz funkcjonować w trybie "nine to five."

Pewnie wielu z nas wybierając się na wakacje, rozmyśla, jak będą wyglądały. Robiłem to i ja, choć zdecydowanie jestem przeciwnikiem tak zwanej podróży wyobrażonej. Nie rozmyślałem jednak o standardzie hotelu, smaku potraw czy wielkości ziaren piasku. Wyobrażałem sobie Cypr. Cypr, jako państwo z piękną i bogatą kulturą. Wiedziałem, że chcę nieco poleżeć, ale i pozwiedzać, spróbować jak najwięcej smaków cypryjskiej kuchni, i poznać nieco cypryjskiej kultury.

Cypr pojawił się dość spontanicznie. Wszystko działo się tak szybko, że na wyspę leciałem totalnie nieprzygotowany, tachając ze sobą ciężki przewodnik, by podczas leżenia na leżaku cokolwiek dowiedzieć się o miejscu, w którym za kilka godzin wyląduje. I wylądowaliśmy.

Do dziś pamiętam moje pierwsze zderzenie z Cyprem. Lotnisko w Larnace, wieczór, i to gorące, wilgotne powietrze. Wilgotność powietrza nie była jednak aż takim wyzwaniem, jak dojazd do hotelu w Pafos. Dzięki Brytyjczykom na Cyprze mamy ruch lewostronny i kierownice po prawej stronie.
Pierwszy cypryjski zachód słońca
Nie wiem, czy ruch lewostronny jest magnesem dla Brytyjczyków, jednak wszechobecność tego narodu była nie do przeoczenia. W naszym hotelu klientela z Wielkiej Brytanii stanowiła 90%, do tego stopnia, że nawet śniadanie było typowo angielskie. I tak zamiast codziennego kosztowania kuchni cypryjskiej, którą tak bardzo chciałem poznać przychodziło mi zajadać się bekonem, ziemniakami, jajkami czy fasolką. A potem dziwić się, że z wakacji wraca się nie tylko z opalenizną, ale i z efektem „All inclusive” na brzuchu.

Brytyjczycy naprawdę upodobali sobie Cypr. Bardzo powszechnym zjawiskiem w Pafos były ceremonie zaślubin. Wszystkie odbywały się tuż przy deptaku przy plaży, właściwie na terenie każdego hotelu. Ceremonia taka trwała z reguły całe dziesięć minut i absorbowała ogromną uwagę wszystkich plażowiczów. Nic dziwnego, nie dość, że wyspa jest miejscem narodzin bogini miłości, to widoki i zachody słońca są tu naprawdę romantyczne.
Romantyczny wieczór w Pafos
Pierwsze dni na Cyprze minęły na długo oczekiwanym wypoczynku oraz zwiedzaniu najbliższej okolicy. Po tym, co chciałem zobaczyć w Pafos spodziewałem się starogreckiego charakteru.  I nie mogło być inaczej. Stanowisko archeologiczne w Pafos spełniło moje wyobrażenia typowych antycznych ruin, w które wtopione były ruiny budowli z nieco późniejszych okresów. Zachwalane natomiast grobowce królewskie bardzo mnie rozczarowały. Nie dość, że droga do nich przypominała mi drogę w Albanii (choć nadal było to centrum Pafos), to jeszcze okazało się, że są to właściwie dziury w ziemi, w których nigdy nie pochowano nawet żadnego króla.
Fragment Kato Pafos
Grobowce Królewskie
Czas spędzony tylko w Pafos nie dawał mi jednak tego, czego potrzebowałem. A potrzebowałem prawdziwego Cypru. Chciałem przekonać się, co to znaczy cypryjski, w końcu każde państwo powinno mieć swój niepowtarzalny charakter. Z utęsknieniem czekałem na dzień, kiedy wyruszymy w głąb kraju. I wyruszyliśmy do Nikozji.

Gdybym miał w kilku słowach zdefiniować słowo stolica, z pewnością scharakteryzowałbym takie miasto jako duże, pełne ludzi, tolerancyjne, stanowiące o charakterze państwa i narodu, czy reprezentacyjne. Wjeżdżając do Nikozji byłem przerażony tym, co widzę. Nie spodziewałem się, wjeżdżając główną drogą do centrum, że zobaczę tak wiele pustych lokali z powybijanymi szybami, czy przeznaczonymi na sprzedaż lub wynajem. Pierwsza myśl o Nikozji? Opustoszała, chyląca się ku upadkowi. Jednak było jeszcze za wcześnie na ostateczną opinię o cypryjskiej stolicy.
Jedna z uliczek w centrum Nikozji
Zabytkowe centrum miasta wyglądało zgoła odmiennie. O ile na początku znów pojawiły się lokale do wynajęcia, tak zaraz za nimi wyłoniły się sklepy znanych europejskich marek. Główny deptak Nikozji chórem krzyczał „zostaw tu swoje pieniądze” atakując ubraniami, zapachem kawy i pamiątkami z Cypru made in China.

Nikozja od kilkudziesięciu lat podzielona jest na pół. Zieloną linią. Jeden z przewodników sprzedaje tą sytuację w bardzo delikatny sposób, mówiąc o tym, że dwie społeczności i religie zwyczajnie nie mogły już żyć obok siebie i musiały się podzielić. Tak mamy Cypr i Cypr Północny. Nie będziemy się jednak wgłębiać w tą historię. Wgłębimy się natomiast w obie części Nikozji. Bynajmniej nie po to, by napisać o tym mieście przewodnik.

W punkcie informacji turystycznej wyposażyliśmy się w mapę. Mapa oczywiście prezentowała tylko i wyłącznie południową część Nikozji, stając się jednocześnie w naszych oczach symbolem podzielonej stolicy. Postanowiliśmy najpierw zwiedzić północną część miasta, dlatego szybkim krokiem przemierzyliśmy kilometrowy deptak i dotarliśmy do granicy państwa w centrum miasta.

Granicę między Cyprem a Cyprem (jakkolwiek to brzmi) przekracza się bardzo łatwo. Wystarczy wręczyć paszport, poczekać aż pogranicznik zrobi skan i spojrzy Ci głęboko w oczy, a potem wyruszasz eksplorować północną część Nikozji. Proste, choć niespotykane przeżycie. Zwłaszcza, kiedy przemierzasz przez kilkuset metrową strefę zdemilitaryzowaną, widzisz opuszczone budynki pełniące niegdyś niewątpliwie reprezentacyjne funkcje i za chwilę lądujesz w innym świecie.
Jedna z uliczek północnej części Nikozji. Zakończona betonowym murem
Po drugiej stronie wita cię gwarny bazar, napisy w zupełnie innym języku i dwie flagi. Żadna z nich nie jest jednak cypryjska. Jedna jest turecka, druga Cypru Północnego. Widzisz je na każdym kościele przerobionym na meczet, co gorsza w krajobrazie flagi tureckie dominują nad lokalnymi. Nigdy nie byłem w Turcji, więc nie mam pewności, czy właśnie tak wygląda Turcja. Północna Nikozja wyglądała jednak tak, jak Turcję sobie właśnie wyobrażam.

Północna część Nikozji była dość atrakcyjna pod względem architektonicznym. Kilka budynków robiło tutaj całkiem niezłe wrażenie. Wystarczyło jednak odejść kilkaset metrów od głównej ulicy by przeżyć szok. Przed chwilą podziwiałeś dawną katedrę przerobioną na meczet, wszystko to ładne i odnowione, a ulicę dalej widzisz zrujnowane domy, część z nich opuszczona, a część z nich nadal zamieszkana. Pranie schnące na sznurze, otwarte drzwi z których dobiegają odgłosy codziennego życia Cypryjczyków. I niebezpieczna cisza w powietrzu. Kto by pomyślał, że kilkaset metrów od głównej ulicy największego miasta wyspy w środku dnia będę miał wrażenie, że ktoś zaraz wyskoczy z któregoś z domów i coś mi zrobi. Wyobraźnia działała, jednak nic nam tu nie groziło, choć dwójka turystów przemierzających osiedle wzbudzała dość spore zainteresowanie wśród tubylców. Szybko wróciliśmy do ścisłego centrum, opuszczając powoli północną część Nikozji.
Wystarczyło odejść kilkaset metrów od utartego szlaku w centrum miasta



Minarety meczetu w Nikozji. Pomiędzy nimi dwie flagi.


Zwróćcie uwagę na rusztowanie


I dopiero po ponownym przekroczeniu granicy dostrzegłem coś, co do tej pory w sielankowym plażowaniu było raczej nie do zauważenia. Po wyjściu „z Turcji” nie znalazłem się na Cyprze. Po stolicy spodziewać by się można było cypryjskich flag. Wszędzie były greckie. Była to taka wojna na flagi. Każdy zaznaczał tu swoje terytorium. Tylko nie zaznaczali go Cypryjczycy. Zaznaczali go Turcy. I Grecy.
Po drugiej stronie mocy

Nawet w zwykłych, cypryjskich domach

Na horyzoncie Góry Kyreńskie
Kolejny dzień spędziliśmy w cypryjskich górach. I znów pełen nadziei na odkrycie "cypryjskości" dostrzegałem w zasadzie tylko jedną rzecz. Kolejne świątynie czy klasztory, przy których wetknięto flagę. Grecką flagę. Cypryjską flagę widziałem chyba tylko raz. Na plaży, przy hotelu. Tuż obok greckiej, co dostrzegłem dopiero w ostatni dzień pobytu. W ten sam dzień znów udaliśmy się do Nikozji, by zagłosować w wyborach. Wtedy też zauważyłem, że u podnóża gór Kyreńskich, wyłaniających się na horyzoncie przed wjazdem do stolicy jest wielka flaga. Cypru Północnego.
Dzwonnica klasztoru Kykkos. Grecka.
Agios Georgios na zachodnim wybrzeżu Cypru.
Gdyby ktoś zapytał mnie, dlaczego jeździ się na Cypr, a nie do Cypru, z przekąsem odpowiedziałbym, że Cypr to wyspa, a nie państwo. A przynajmniej nie takie państwo, jakiego się spodziewałem. Jak to określił autor czytanego przeze mnie na leżaku przewodnika, kuchnia Cypru jest melanżem kuchni greckiej i tureckiej, tak śmiało stwierdzam, że Cypr jest melanżem Grecji i Turcji. Ale przez cały tydzień na wyspie nie uwierzyłem w to, że Cypr jest państwem, a Cypryjczycy narodem.

Dlatego, gdziekolwiek wyjeżdżasz, nie zastanawiaj się, jak to będzie wyglądało i nie żyj wyobrażeniami. Bo potem okaże się, że zamiast Cypru jesteś w Grecji, za którą nie przepadasz, a na śniadanie nie jesz cypryjskiej kuchni tylko brytyjską. Podróż lepiej przeżywać taką, jaka jest, a nie planować w głowie jak będzie wyglądać. Bo tak naprawdę dzięki naszym wyobrażeniom, świetne wakacje w dajmy na to słonecznym Egipcie jest w stanie przekreślić jedna chmurka. Bez względu na to, co przez ten jeden tydzień wolny od trybu "nine to five" mogliśmy przeżyć.
A to ta flaga przy plaży. Grecka.

9 komentarzy:

  1. Trochę czekałam na ten wpis, odkąd enigmatycznie napisałeś na fan page'u o tych ciemnych stronach Cypru. Planuję się tam wybrać w 2016 i już - przez ten wpis - moje oczekiwania będą inne. :P Czytałam gdzieś wcześniej, że wyspa jest podzielona, ale nie sądziłam, że nie ma Cypru na Cyprze..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jednak nadzieję, że podczas swojego pobytu na Cyprze uda Ci się gdzieś między Grecją a Turcją odkryć coś, co cypryjskie :)

      Usuń
  2. Idealna puenta, pilocie! Ciekawy i dobrze napisany post. Widać, jak wena powraca to z przytupem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i z caps lock'iem :) Dziękuję za słowa uznania :)

      Usuń
  3. Szczerze to się tego spodziewałam   Dlaczego? Zbyt cukierkowo mi to wyglądało w pierwszej części. Przez takie porównanie w obu częściach chce się jeszcze bardziej pojechać i "szukać Cypru na Cyprze", pokazać jakie to miejsce jest na prawdę a nie śliczne, kolorowe i bez skazy w ulotce w biurze podroży,
    Dlatego mam jedną metodę na wyjazdy: nigdy niczego za bardzo nie planuję... wolę przyjąć wszystko w stanie w jakim to jest, na spontanie... Poznać miejsce samemu i wyrobić sobie zdanie a nie poznać miejsce takie jakie chcą mi pokazać bo wszystko zależy od punktu widzenia...
    PS.: Bardzo fajny post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest bardzo dobre podejście :) Katalog, katalogiem, wszystko to działanie marketingowe, kto będzie sprzedawał ruinę i brzydotę swoim klientom :) Dlatego najlepiej tak jak mówisz, przyjąć to takie, jakim jest, a opinię wyrobić sobie na miejscu :)
      Bardzo się cieszę, że Ci się podobało :)

      Usuń
    2. Dlatego jak pojadę na własną rękę po studencku do Kijowa to chcę wyrobić sobie swoją opinię. Miasto na pierwszy rzut oka zachwyciło mnie i nie tylko przez Pana, który się zwał: Mikhaíl Afanasyevich Bulgakov ale przez sam klimat "komunistyczno-normalnego" miasta. ;)

      Usuń
  4. Przyznam, że przybliżyłeś mi (laikowi w podróżach) bardzo to miejsce. Ciekawie piszesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłeś się dowiedzieć tu czegoś nowego :) I oczywiście dziękuję za słowa uznania :)

      Usuń