02.08.2015

Los żebrakos

Mówi się, że funkcja pilota wycieczek uprawnia za okazaniem legitymacji do darmowego wstępu do wszystkich zwiedzanych obiektów. Oczywiście co pilot, to interpretacja i sam osobiście rozumiem to następująco: owszem, ale z grupą. W 99% procentach przypadków kiedy jesteś w pracy z grupą, czy jako pilot, czy jako przewodnik, wstęp masz za free.

Co jednak, kiedy jesteś w podróży prywatnej, bez grupy, niekoniecznie w pracy? Próbować nie zaszkodzi. Osobiście nienawidzę żebrać, prosić się, i za każdym razem, kiedy to robiłem czułem się jak ostatni prostak z Polski, który właśnie rzuca negatywny obraz na cały nasz naród. Ale z drugiej strony zapytać o zniżkę ze względu na zawód nie zaszkodzi, skoro, jak to w książkach mówią, teoretycznie się należy. Na przykładzie wyjazdu do Hiszpanii pokażę Wam, ile jest w tym prawdy.

Barcelona pod tym względem nie była łaskawa. Pierwszą próbę podjęliśmy na wejściu na Montjuic. Zacząłem po angielsku zadając kilka pytań o wejścia grupowe, wręczając sobie jednocześnie order „virtuti cebulari”. Nie udało się. Trzeba było zapłacić. Pan co ciekawe zapytał czy któryś z nas ma mniej niż 28 lat, ale i tak nie dał zniżki, choć się łapałem.

Nieco inaczej było w Domu Guellów. Wstęp tam to 12 euro, wiec taka kwota zdecydowanie piechotą nie chodzi. Panowie w kasie popatrzyli po sobie, obgadali sprawę po hiszpańsku po czym powiedzieli "Don’t worry guys" i wydrukowali nam darmowe wejściówki. Nie mogłem ukryć swego żebraczego uśmiechu na twarzy. Jeden obiad do przodu – dziękuję Ci legitymacjo pilocka.

Wstęp do Sagrada Familia kupiliśmy przez Internet, by darować sobie czekania godzinę na decyzję, czy nasze żebractwo będzie skuteczne, czy nie. Pewnie by się udało, Sagrada przyznaje wiele wejściówek darmowych, ale szkoda nam było czasu na czekanie.

Ostatnią próbę w Barcelonie podjęliśmy w Katedrze. Tutaj niezbędny okazał się mój hiszpański. W okienku siedział starszy pan, który na ukazanie mu legitymacji i pytanie po angielsku odpowiedział "Que es esto?". Po wyjaśnieniu mu o co pytamy usłyszałem, że tylko lokalni przewodnicy mają tu wstęp za darmo.

I tak w Barcelonie oszczędziliśmy 12 euro na głowę.


W Madrycie było nieco inaczej. Zacznijmy od Galerii Sztuki Królowej Zofii. Tam jeszcze przed podejściem do kasy wyczytałem, że piloci i przewodnicy mogą zwiedzać za darmo, więc nie było z tym większego problemu. Chociaż Guernicę mógłbym podziwiać za to 8 euro :) 

Trochę mniej przychylnie wyglądała kwestia w Palacio Real. Pan usilnie próbował nam wmówić, że nie mają takich zniżek i że musimy zapłacić 11 euro za wstęp. W końcu uległ nam, ale pewnie tylko dlatego, że w godzinach wieczornych i tak wstęp jest darmowy. Dla wszystkich.

Trzecim miejscem, gdzie staraliśmy się wejść za darmo było Muzeum Prado. Tutaj nie było również większego problemu z uzyskaniem darmowego biletu.

I tym sposobem w Madrycie za bilety wstępu nie zapłaciliśmy ani grosza. Oszczędność: 33 euro!


Tutaj rzec można pół na pół. Wspominałem o tym, że lokalni mieszkańcy są bardzo, ale to bardzo gościnni, co pokazali w katedrze, wręcz wnosząc nas na rękach do środka na darmowych biletach. W Alkazarze natomiast musieliśmy zapłacić, tam funkcjonuje zasada darmowych wejściówek w z grupami.

W Segowii zaoszczędziliśmy 7 euro.


Miasto jest warte wydawania pieniędzy. Na początek uderzyliśmy do katedry, gdzie również usłyszeliśmy, że piloci mogą wejść za darmo jedynie z grupami. Mogłem się na to zgodzić, tym bardziej, że 12 euro to prawdopodobnie najlepiej zainwestowane pieniądze na wstęp do obiektu przez cały tydzień w Hiszpanii.

Potem podeszliśmy do jakiegoś klasztoru, gdzie już na wejściu do kasy wiedziałem że się nie uda. Pani miała tam wywieszoną karteczkę, że nie ma darmowych biletów ani dla osób mających urodziny, ani dla studentów, ani dla nikogo… Ulżyło mi pod względem "żebraków jest jednak więcej". Skazany na porażkę i świadomy, że za chwilę zostanę wypędzony, zaryzykowałem. Pani nie była zachwycona moim widokiem i pytaniem, jednak koniec końców była skłonna dać mi bilet za darmo. Niestety, gdy usłyszała, że jest nas dwóch, sami postanowiliśmy jej więcej nie denerwować i poszliśmy zwiedzać dalej.

Na szczęście w Toledo jest jeszcze jedna synagoga. El Transito. I tam udało się nam zaoszczędzić 3 euro na wstępach, przyznanych z resztą z wielką przyjemnością.

Toledo pod tym względem nie było łaskawe. Oszczędność to jedyne 3 euro.

I tym sposobem zamiast ponad 100 euro wydanych na wstępy udało nam się zaoszczędzić aż 55 euro. Tak zwrócił się z nawiązką koszt zdawania egzaminu na pilota.

Tak jak wspominałem nie pochwalam żebrania. Uważam nawet, że będąc w podróży powinno się na takie rzeczy wydawać pieniądze bez zająknięcia. Ale skoro mówią, że nam się należy, to czemu nie spróbować? Jak widać – opłaca się być pilotem wycieczek. Nawet na wakacjach :) 

8 komentarzy:

  1. Jak najbardziej, skoro można to dlaczego by nie skorzystać ?! Nie uważam, że jest to coś niestosownego chyba, że się tego nadużywa już do przesady.

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie to też nasza praca, bo później jak jesteśmy z grupą to już wwiemy co gdzie jest w danym obiekcie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie taki był cel - rozeznanie przed wyjazdem z grupą. Dzięki temu niższym kosztem udało się to wszystko sprawdzić i jednocześnie ocenić, co jest warte pokazania, a co można z czystym sumieniem pominąć w danych miastach :)

      Usuń
  3. Nic mi nie wiadomo o jakiejs oplacie przy wejsciu na wzgorze Montjuic ? Chyba ze chodzi o wejscie do Palau National, ale to trzeba sprecyzowac, bo ktos pomysli ze wejscie na wzgorze jest platne; do Katedry - rozumiem ze chodzi o Sw Eulalie - sa godziny gdzie jest wejscie darmowe dla wszystkich, wiec tez informacja nieprecyzyjna... pozdrawiam z Barcelony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku Montjuic, chodzi o Castell de Montjuic. Kiedy byłem tam w kwietniu, wejście było płatne. Być może się już to zmieniło, tym bardziej, że słyszałem, że nigdy tak nie było.
      Co do św. Eulalii, być może. Niestety na nie nie trafiłem.
      I będę wdzięczny, jeśli następnym razem się podpiszesz. Będę dzięki temu wiedział, jak się do Ciebie zwracać :) Pozdrawiam z Krakowa :)

      Usuń
  4. Trochę pouczające doświadczenie. Jak widać często to wszystko zależy tylko od jednego człowieka, który w tym momencie nad daną rzeczą sprawuje nadzór. :)
    Jakbym była przewodnikiem / pilotem to pewnie bym też z ciekawości spróbowała. Jednak szybko się zniechęcam, pewnie przy pierwszej odmowie bym zrezygnowała z dalszych pytań. Dlatego podziwiam wytrwałości. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Czułem się jak ostatni prostak z Polski", haha, dobre :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trochę tak było, cały ten eksperyment wzbudzał we mnie cebulacze przemyślenia :)

      Usuń