05.08.2015

10 miejsc, które musisz zobaczyć przed 30-tką


W dniu swoich dwudziestych piątych urodzin jestem w takim miejscu w swoim życiu, którego pewnie jeszcze niedawno bym się nie spodziewał. Mógłbym tu wymieniać wiele jego pozytywnych aspektów. Skupię się jednak na tym, że pewnego dnia ktoś dał mi szansę. Szansę, którą wykorzystuję do dnia dzisiejszego. Skądś w końcu wzięło się te 25 krajów, które w 25 lat mojego żywota udało mi się już odwiedzić. I pomyśleć, że na studia poszedłem bez przekonania, czy turystyka to to, co chcę w życiu robić.

25 krajów to dużo i mało. Wciąż jednak moja praca marzeń i prywatne podróże nie wyczerpały listy moich podróżniczych marzeń. I pewnie lista ta nie należy do typowych. Omijam tu miejsca mainstreamowe i zadeptane przez turystów, takie jak Paryż, Wiedeń czy Budapeszt, w których nadal nie byłem i nawet mnie tam nie ciągnie. Nawet nie uwzględniam też wizyt na innych kontynentach, choć gdzieś od małego chłopca po głowie chodzi mi chociażby Ameryka Południowa.

Zderzając się z co bardziej wymyślnymi listami – "musisz zobaczyć przed trzydziestką/czterdziestką/śmiercią/końcem świata", postanowiłem stworzyć swoją. Dzięki temu prawdopodobnie pierwszy raz zobaczę na oczy listę, która będzie interesować mnie w stu procentach. Dlaczego to robię? Po pierwsze, zauważyłem, że ogłaszając coś publicznie mam większą mobilizację, by tego dokonać. A po drugie jestem ciekaw, czy czytając tego posta dokładnie za pięć lat, w swoje trzydzieste urodziny, będę miał satysfakcję, że udało mi się spełnić marzenia. Dlatego przed Wami lista 10 miejsc, które chciałbym odwiedzić przed trzydziestką. W drogę!

10. Cypr - marzenie spełnione :)

Kiedyś na studiach na kolejnym z przedmiotów służących niczemu innemu jak doskonaleniu umiejętności w programie Power Point losowaliśmy kraj, na temat którego mieliśmy przygotować prezentację. Pamiętam, że tuż przed moim losowaniem pomyślałem sobie, że chciałbym spośród wszystkich krajów świata wylosować sobie Cypr – bo nic o nim nie wiem. Nie wiem jak to się stało, ale dostałem właśnie ten kraj. Tak, wiem, powinienem grać w totka :) 

Czemu Cypr? Bo ma wszystko. Ma historię, której perłą jest tutaj Pafos i skała Afrodyty, ma góry Troodos z największym na świecie skupiskiem ofiolitu (studia nauczyły mnie takich trudnych, geologicznych pojęć, jak chcecie wiedzieć co to jest, sprawdźcie na wikipedii) i bizantyjskimi klasztorami, ma stolicę podzieloną na pół, co raczej jest obecnie niespotykane i do tego mają swoją małą Prypeć – dzielnicę Varosha w Famaguście. I gdyby dodać do tego, że pragnę przy okazji poleżeć nieco plackiem, Cypr wydaje się miejscem idealnym na wakacje :) 

9. Sztokholm - marzenie spełnione

Gdyby ktoś mnie zapytał, co można zobaczyć w Sztokholmie, z nieukrytą szczerością powiedziałbym, że nie wiem. Moja wiedza o tym mieście zaczyna się na "jest stolicą Szwecji" a kończy na "jest drogo". Kiedy już pomyślałeś, że jestem debilem, ja powiem tyle: wychodzę z założenia, iż podróże kształcą. Do Brukseli, Amsterdamu czy Pragi też wybrałem się kiedyś bez wiedzy i dowiedziałem się znacznie więcej, niż gdybym przeczytał o niej przewodnik. Wiem też, że tzw. "podróż wyobrażona" bywa czasem zgubna i przynosi rozczarowanie. Dlatego do Sztokholmu chciałbym pojechać w ciemno. I odkryć go własną ścieżką, a nie tą, wytyczoną przez przewodnik.

Z resztą, w przyszłym roku jest tam finał Eurowizji, którą oglądam od lat. Kto wie, czy to nie dobry pretekst, by odwiedzić to miasto?

8. Norwegia - marzenie spełnione

Zostajemy w skandynawskim klimacie i znów wracamy do studenckich dygresji. Na studiach usilnie wciskano mi geologiczną wiedzę i karmiono widokami stworzonymi przez matkę naturę. Do tego stopnia że do dziś mam syndrom wypatrywania fałdów we wszystkich możliwych górach, które mijam, i co gorsza od czasu do czasu wciskam to swoim turystom. Na szczęście nikt nie płakał, a mi w sumie z taką wiedzą wcale nie jest źle.

O ile o atrakcyjności fiordów słyszałem już dawno, a w pracy chyba nie mamy ładniejszego katalogu wycieczek, jak tego z Norwegią właśnie, to wspomniane studia pozwoliły mi odkryć inne wybitne perełki tego kraju, takie jak Preikestolen, Kjeragbolten czy Trolltunga. A do tego gdzieś trzeba w końcu dorwać zorzę polarną. I tak powstało moje małe, geologiczne marzenie w postaci Norwegii właśnie.

7. Edynburg - marzenie spełnione 

W przypadku stolicy Szkocji to również efekt kilku czynników. Po pierwsze, od jakiegoś czasu mam tam bardzo dobrą znajomą, która nieustannie w ramach wdzięczności za przenocowywanie w Krakowie zaprasza do siebie, a po drugie, Edynburg ląduje ostatnio co trochę w rankingach miejsc typu must-see. I kiedy zobaczyłem zdjęcie stolicy Szkocji w jednym z takich rankingów stwierdziłem, że muszę tam pojechać. I pojadę. W końcu ma mnie kto przenocować :) 

6. Salzburg

Salzburg, zwany też w języku Google Maps Solnogrodem jest moim niedawnym odkryciem. Ktoś ostatnio zapytał mnie, czy tam byłem. Kiedy zaprzeczyłem, usłyszałem żebym jechał, bo jest pięknie. Sprawdziłem, i zdjęcia naprawdę robią wrażenie. Nawet podchodziłem już do próby spędzenia tam poprzedniego sylwestra, ale niestety się nie udało. Ale co się odwlecze, to nie uciecze! Po co jechać do mainsreamowego Wiednia, jeśli Salzburg taki piękny? :) 

5. Tallin - marzenie spełnione 

Chęć odwiedzenia Tallina wzięła mi się z pracy. Przygotowywałem program wycieczki łączącej Helsinki, Sankt Petersburg i Tallin właśnie. Na początku celem miał być powrót do stolicy Finlandii, a skończyło się na tym, że Tallin siedzi mi od tamtej pory w głowie. Ostatnio odkryłem też płytę estońskiej wokalistki (znanej mi znikądinąd jak z Eurowizji), której w Polsce raczej nie kupię. Więc postanowiłem kupić ją w Tallinie.

4. Gruzja + Armenia

Jakiś czas temu kilkoro moich znajomych ze studiów wybierało się na wyprawy do Gruzji. Poskutkowało to ogromnym przepływem informacji na temat tego kraju, przez co takie słowa jak Kutaisi, Tbilisi, Wardzia, Supra, Kazbek, Gelati czy Batumi przestały mi być obce. A potem zobaczyłem zdjęcia. I nie miałem więcej pytań.

O Armenii nie myślałem natomiast nigdy. Do momentu, kiedy moimi klientami stali się Ormianie kupujący u mnie bilety do Erewania. Było ich kilku, więc za którymś razem postanowiłem wygooglować sobie ten Erewań. I jak zobaczyłem zdjęcie ich stolicy z Araratem w tle, a potem rzuciłem okiem na jezioro Sewan. I tak wpadłem na pomysł, że te dwa kraje trzeba ze sobą połączyć. Najchętniej podczas jednej podróży.

3. Lwów - marzenie spełnione
To, że do tej pory nie dotarłem do Lwowa jest chyba moją największą porażką. Próbowałem już chyba cztery razy, raz nawet zarezerwowałem nocleg. Ale zawsze coś wypadało, albo wysypywali się współtowarzysze. Niby tak blisko, a tak daleko. Ba, nawet dwukrotnie w tym roku jechałem przez centrum Lwowa nocą i miałem ochotę wysiąść z autobusu pod lwowską operą, by móc wreszcie powiedzieć – byłem we Lwowie.

Dlaczego mnie tam ciągnie? Pewnie przez moją babcię. Co prawda kiedy poznałem nieco lepiej historię jej pochodzenia okazało się, że urodziła się nieco dalej na wschód a z Lwowem raczej nie ma nic wspólnego, ale nawet aktualizacja danych nie wybiła mi z głowy miasta, które przecież dawniej było polskie. Chyba to mnie tam ciągnie. Chcę sprawdzić, czy poczuję się tam choć trochę jak w domu.

2. Islandia
Zajawkę na Islandię po części też mam przez studia. Pojęcie gejzeru, grzbietu czy wulkanu tarczowego (tak, nomenklatura zdaje się zabijać) na przykładzie Islandii też były nam wbijane do głowy. I spodobało mi się to, co widziałem. Potem w pracy zaczęły się pojawiać przetargi na Islandię. Hasło "Islandia" padające w biurze powoduje u mnie coś w rodzaju "rzuć wszystko i chodź się całować", tylko z Islandią. I nie ma znaczenia, czy robię to dla 6, czy dla 12 osób, nie ma znaczenia, że przegrywam je kretesem. To jest marzenie, o które walczę, a każda walka przynosi mi coraz większą wiedzę o tej wyspie. I wiem, że kiedyś wyląduje w końcu na lotnisku w Keflaviku, przejadę do Rejkiawiku, który będzie bazą wypadową np. na Golden Circle. I Wam to wszystko opiszę. Zobaczycie.

Mam tylko nadzieję, że nie będę ostatnim blogerem z Polski, który tam dotrze. Bo ostatnio jak widzę u innych jakieś posty, to tylko z Islandii.  Co gorsza właśnie nazwałem się blogerem :) 

 1. Andaluzja

Moje wciąż niespełnione marzenie numer jeden wzięło się zapewne z lekcji hiszpańskiego. Poza językiem dowiadywałem się sporo o kulturze, geografii, o hiszpańskich miastach. I tak zajawiłem się południowym rejonem Hiszpanii. Wycieczka jest już zaplanowana od dawna, potrzebuję na nią minimum 2 tygodnie. Będzie Sewilla, Cordoba, Granada, Jerez de la Frontera, Kadyks, Ronda, Donana, Cabo de Gata, Malaga, El Torcal de Antequera. Będzie flamenco, lokalna cherry i wszystkie możliwe mezquity i alkazary, jakie tylko się da. A jak starczy czasu, nie omieszkam pojawić się w okolicach Sierra Nevada, i mam nadzieję podziwiać śnieg na szczycie Mulhacenu, zaledwie czterdzieści kilometrów od wybrzeży morza śródziemnego. A wszystko to najlepiej podczas Semana Santa. Procesje wielkiego tygodnia zobaczyłbym z wielką przyjemnością.

To marzenie ma już jakieś dziesięć lat, nie dziwota, że jest tak wyszlifowane. No i chyba po tylu latach czas najwyższy je w końcu spełnić?

Plan minimum, to 60%. A co będzie, pokaże najbliższe pięć lat. Nie pozostaje nic innego, jak powiedzieć "spełnienia marzeń" :) 

Linki do zdjęć:

15 komentarzy:

  1. Sto lat!!
    A już się czułem takim wyjątkowym, jednym z najmłodszych blogierów, a tu taki klops - jest nas więcej:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę myślałeś, że jestem stary? :(

      Usuń
    2. P.S. Tak, teraz już jestem :)

      Usuń
  2. Ambitny plan, a zarazem inspirujący .Życzymy powodzenia nie 60%, a 100! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuję :) 100%, to byłoby coś :)

      Usuń
  3. No to gdzie jedziemy, bo moja lista jest w takim razie bardzo długa, a czasu coraz mniej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No gdziekolwiek zechcesz, i zależy czy są jakieś wspólne punkty na naszych listach? :)

      Usuń
  4. Marzenia się spełniają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same raczej nie, ale jak się do czegoś dąży, to tak :)

      Usuń
  5. Został mi tylko rok i dwa miesiące na odwiedzenie wszystkich tych miejsc, o których piszesz. Mam poważne podstawy przypuszczać, że mi się nie uda, ale chciałbym zobaczyć chociaż kilka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały gotycki most. Bardzo podobny, prawie identyczny, widziałam w Saragossie. Wzbudził zachwyt wszystkich, którzy go widzieli. Nawet, jeśli tylko na zdjęciu.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Norwegia <3 Obowiązkowo muzeum z łodziami wikingów w Oslo(nie pamiętam nazwy) - robią wrażenie, ale ja z ręką na sercu polecam małe miasteczko Kragero na południu. Spędziłam tam nie jedne wakacje i chociaż tylko mieszka tam ok 5 tys mieszkańców jest cudowne. Min 3 punkty widokowe, a latem pełno łodzi z różnych stron świata. Poza tym w lipcu noc trwa tam ok 3-4 godzin, więc są długie dni. Mogłabym godzinami wymieniać, co warto zobaczyć w okolicach tego miasteczka. Preikestolen polecam bardziej w sierpniu. Tata był w lipcu i w sierpniu ze mną. Mówił, że w lipcu jest za dużo turystów. A co do Armenii to ja bym polecała też zrobić wycieczkę tylko po niej i sąsiednim Górskim Karabachu, który jest najbardziej atrakcyjny wiosną. Może uda mi się kiedyś napisać jakiś post, co gdzie i za ile w Armenii, bo brakuje świeżych informacji. Pozdrawiam i trzymam kciuki za spełnienie powyższej listy. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dodałbym jeszcze Le Mont Saint Michel ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, miejsce interesujące :) Kto wie, może mi się uda tam kiedyś dotrzeć :)
      Na razie poza listą wyszły mi jeszcze: Gdańsk, Malta i Lizbona, więc kto wie, czy uda mi się to wszystko zrealizować :)

      Usuń