23.07.2015

Współpraca z kierowcami


Na początku mojej pilockiej drogi jedna z pilotek powiedziała mi "Pilot jest największym wrogiem kierowcy. Zwłaszcza pilot facet".

Niedługo musiałem czekać na weryfikację prawdziwości tego stwierdzenia. Podczas mojej ponad dwuletniej pilockiej kariery poznałem różnych kierowców z różnych firm transportowych, którzy wozili moich turystów swoimi autokarami. Im więcej wyjazdów, tym bardziej staram się nie wrzucać ich wszystkich do jednego worka, choć coraz częściej zaczynam się zastanawiać, czy oni wszyscy po prostu nie są tacy sami. Współpraca pomiędzy pilotem a kierowcą opiera się na kilku zasadach, które bywają nie do przeskoczenia, od czasu do czasu będąc przedmiotem mniejszych bądź większych spięć.

Czas pracy

W zależności od dystansu, który pokonujesz na trasie oraz czasu przeznaczonego na przejazdy, masz do dyspozycji jednego lub dwóch kierowców. Czas pracy kierowców to świętość, ale nie martwcie się młodzi adepci tego zawodu, nawet jeśli rozkład godzinowy wypadnie wam z głowy, kierowca zawsze upomni się o swoje. Mimo wszystko należy pamiętać, że w przypadku jednego kierowcy, jego czas pracy w dzień to 12 godzin, a czas jazdy maksymalnie 9. Do tego co 4 godziny i 30 minut kierowca musi mieć 45 minut przerwy, którą oczywiście można rozplanować nieco inaczej, rozbijając 45 minut na dwie przerwy, np. co dwie godziny.

W przypadku jednego kierowcy jest też pewien haczyk. Haczyk wymierzony jest przeciwko świętości czasu pracy i jazdy. Otóż, można go przedłużyć i to aż dwa razy w tygodniu. Kierowca może wówczas prowadzić pojazd przez 10 godzin, a pracować łącznie godzin 15.Tutaj raczej nie spodziewałbym się, że kierowcy będą krzyczeć z nieposkromioną radością, że przecież można przedłużyć czas pracy!

Przykład 1: Całkiem niedawno miałem do czynienia ze swoją drogą miłym, kontaktowym i ugodowym kierowcą. Kierowca jednak przestał być miły, kiedy okazało się, że będzie musiał przedłużyć czas swojej pracy (tylko pracy, nie jazdy) o niecałą godzinę, by dowieźć grupę z kolacji do hotelu. W takiej sytuacji zauważyłem, że bardzo dobrze działa poproszenie o numer telefonu do szefa (który nota bene wiedział o tym, że czas pracy będzie przedłużony i się na to zgodził). Kierowca, co prawda wielce zdziwiony, że szef wie, spotulniał od razu. Polecam.

Przykład 2: Czas pracy kierowców jest bezlitosny i kierowcy potrafią być na tyle złośliwi, by przestrzegać go bardzo restrykcyjnie. Na jednym wyjeździe musiałem zrobić 15 minut przerwy 3 minuty przed dojazdem do celu. Śmiesznie, prawda?

W przypadku dwóch kierowców nie trzeba się aż tak bardzo martwić o sensowne planowanie postojów. Każdy z kierowców ma dokładnie ten sam rozkład czasu pracy – po 9 godzin każdy, łącznego czasu pracy mamy natomiast godzin 21. Przekroczenie oznacza taką samą przerwę, jak w przypadku jednego kierowcy, czyli 9 godzin – w języku kierowców taka przerwa zwie się „dziewiątką” i nie robi się z nią nic innego, jak „wykręca”. Dlatego nie róbcie dziwnej miny na hasło „musimy wykręcić dziewiątkę”. A raczej starajcie się unikać takiej sytuacji.

Przykład 3: Zdarzają się sytuacje, kiedy to na przestrzeni dwóch godzin robisz trzy przerwy, bo: a) grupa chce do toalety, b)kierowcy muszą zatankować, c) kierowcy muszą się podmienić – w przypadku dwóch (podmiana to zwyczajna wymiana „sternika” po ukończeniu czasu jazdy, czyli co 4 godziny 15 minut) Najlepiej jest zrobić jedną, a porządną przerwę na toaletę, gdzie kierowcy mogą i zatankować, i się podmienić. Wszyscy zadowoleni, a ty nie marnujesz czasu. Kierowcy oczywiście wtedy mogą mieć do Ciebie wyrzuty, ponieważ to oni wiedzą najlepiej, kiedy jest stacja benzynowa na drodze którą nigdy nie jechali, wiedzą też lepiej, że skoro grupa nie była w toalecie od trzech godzin to jeszcze półtorej na pewno uciągnie.

Świadczenia

Kierowcom, jako uczestnikom imprezy przysługują bardzo często niektóre świadczenia, co jest oczywiście kwestią organizatora (biura podróży). Dlatego kierowca z reguły ma zapewniony nocleg i wyżywienie, jednak nie zawsze w takim wymiarze, jak uczestnicy. Jest to kwestia do dogadania z organizatorem, choć w jakimkolwiek przypadku niezadowolenia, cała złość skupia się zawsze na pilocie.

Przykład 1: Bardzo często zdarza się, że kierowcy mają wyżywienie w postaci śniadania i obiadokolacji, natomiast uczestnicy wyjazdu jedzą trzy posiłki dziennie. Niech was nie zdziwią codzienne próby wyżebrania trzeciego posiłku, wściekłość kierowców, krzyki, telefony do szefa, nie mówiąc o codziennym zapytaniu „czy dzisiaj jemy obiad?”. Należy uzbroić się w cierpliwość, czasem wydaje mi się, że nawet lepiej nagrać sobie odpowiedź na telefonie, żeby nie powtarzać się zbytnio w bardzo charakterystycznej dla kierowców, codziennej żywieniowej amnezji.

Rozwiązanie: Jeśli chcesz wyjść naprzeciw swoim wiecznie niezadowolonym na brak suto zastawionego stołu kierowcom, możesz też zawsze porozmawiać z obsługą restauracji na temat gratisów dla kierowców. Wiele restauracji się na to zgadza, często nawet same proponują takie rozwiązanie. Jednak nie zawsze. Gorzej, kiedy kierowca się przyzwyczai, a ty usłyszysz "nie załatwiłeś", kiedy się nie uda. Możesz powoli przyzwyczajać się, że jesteś najgorszym na świecie, nawet jak starasz się zrobić dla nich więcej.

Przykład 2: Kierowcy pod względem jedzenia bywają czasem bardzo niekonsekwentni. Ostatnio, świadom tego, że przed nami długa droga powrotna, zaproponowałem moim kierowcom zabranie sobie na drogę dodatkowych drożdżówek ze śniadania, które hotel przygotował specjalnie dla naszej grupy. Reakcja kierowcy na moje wyjście naprzeciw brzmiała następująco: "Nie traktuj mnie jak psa, nie jestem psem, nie będę jadł resztek po ludziach!". I bądź tu człowieku dobry.

Mały P.S. do przykładu 2. Z innej beczki, generalnie wynoszenie jedzenia z bufetu śniadaniowego nie jest w dobrym tonie. Nie róbcie tego, chyba, że macie ochotę otrzymać łatkę polaka-biedaka-cebulaka, albo otrzymać jakąś reprymendę, przeważnie w niezrozumiałym dla Was języku.

Parkingi

Kiedy już pilotujemy imprezę turystyczną, dla kierowców bardzo ważnym czynnikiem warunkującym zadowolenie jest bliskość parkingu. Jednak pamiętajcie, że w każdej sytuacji jest to sprawa drugorzędna, zwłaszcza wtedy, kiedy klient ma wymóg spania w określonym standardzie i określonej lokalizacji, gdzie niestety nie ma zbyt wielkiego wyboru, lub np. życzy sobie spać w zabytkowym centrum miasta, gdzie nie da się wjechać autobusem i spacer z walizkami jest po prostu nieunikniony. Oczywiście, zawsze znajdzie się kierowca, który dołoży Ci z tej okazji co nieco od siebie.

Przykład: zgodnie z wymogami zamawiającego (czyli tego, który zamawia w biurze podróży usługę, zwaną imprezą turystyczną – ach, ta fachowa nomenklatura) spaliśmy na jednym z wyjazdów w schroniskach młodzieżowych. Wymogi zamawiającego nie dawały zbyt dużego pola manewru, i przy części z nich nie było parkingu. Przy jednym z nich najbliższy parking znajdował się jednak aż półtora kilometra od miejsca noclegu. Z nieposkromioną radością moi kierowcy przybyli na miejsce noclegu cali mokrzy, informując mnie, że jutro rano zamawiam im taksówkę, bo oni nie będą tyle chodzić! Co najlepsze, w takiej sytuacji nawet tak ważna rzecz, jak obiadokolacja, nie smakowała. Bo musieli dźwigać swoje torby.

Komentarz: Z jednej strony rozumiem ich złość, była to spora odległość i zajmująca sporą ilość czasu, zwłaszcza z bagażem. Taksówkę również im zamówiłem, ale bardziej dlatego, by sprawnie zrealizować program, a nie by wyjść naprzeciw ich niezadowoleniu. Z prostej przyczyny – noclegi rezerwuje się z reguły pod wymagania klienta, a nie pod wymogi kierowców, by po pracy tylko wnieść bagaż i rozłożyć się na wygodnym łożu. W tej pracy z hasłem "jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził" trzeba się zderzać na porządku dziennym. Poza tym, co jest złego w spacerze, jeśli przez cały dzień (i przy okazji często pół życia) pracujesz na siedząco?

Rada: Jeśli Twój kierowca marudzi na to, że musi chodzić, uprzedzaj go o tym już z samego rana. Do wieczora zdąży przywyknąć do myśli, że musi przenieść wieczorem swoją torbę.

Nawigacja, pilotaż i kontrola

Są tacy kierowcy, którzy bardzo, ale to bardzo przyzwyczaili się do GPS’a. Do tego stopnia, że nie mogą bez niego żyć. Bardzo często jest on urządzeniem niezbędnym, ale trzeba za każdym razem brać na niego poprawkę. Często prowadzi drogą najkrótszą, która nie zawsze jest drogą najszybszą i nie zawsze jest drogą najlepszą dla autokarów, lub dla organizatora.

Przykład 1: Do szwajcarskiej Bazylei można wjechać od strony Niemiec, lub Francji. Zawsze jedziemy od Francji z bardzo prostej przyczyny – jest to dużo tańsze rozwiązanie. GPS pokazuje jednak bardzo często tą krótszą o kilkanaście do kilkudziesięciu kilometrów trasę przez Niemcy. W pewnym momencie, kiedy pokierowaliśmy kierowcę przez most na Renie do Francji, ten po przejechaniu mostu, ślepo słuchając GPS’a zaczął zawracać do Niemiec. Tak, zdecydowanie chcieliśmy tylko rzucić okiem na rzekę.

GPS potrafi czasem tak przyćmić kierowców, że zapominają o wszystkim, nawet o swoich doświadczeniach z miastem, w którym już byli. Do tego stali się bardzo wygodni, do tego stopnia, że wszelakie adresy podaje się im na tacy.

Przykład 2: Nie zapomnę, kiedy kierowca swego czasu miał problem, by dojechać pod Alexanderplatz w centrum Berlina spod Bramy Brandenburskiej. W obu miejscach byłem dokładnie z tym samym kierowcą dwa lata wcześniej. Dlaczego tak się stało?  Po wbiciu podanego adresu wyskoczyły mu trzy opcje i kierowca nie wiedział, którą wybrać. Podanie innej ulicy zczytanej z drogowskazu pomogło nieco nakierować go do celu. Bez żadnej mapy w ręku, bez żadnej nazwy ulicy w głowie, prowadziłem go zupełnie po omacku przez telefon, kierując na Wieżę Telewizyjną, oczywiście wysłuchując przez ten czas wielokrotnie, że podałem zły adres. Kamień spadł mi z serca, kiedy po 15-minutowej konwersacji przez telefon ujrzałem autokar na horyzoncie.

Nie da się ukryć, że współpraca na linii pilot-kierowca należy często do bardziej barwnych, niż ta na linii pilot – grupa. Często jest to współpraca pełna emocji, niejednokrotnie negatywnych. O czym pamiętać w niej należy, że kierowca też człowiek i mimo, że z reguły wie lepiej i zawsze ma coś do powiedzenia, trzeba kłaść nacisk na dobrą, albo chociaż neutralną współpracę. W końcu, gdzie zajechalibyśmy bez kierowców? To ciężka praca, a przy okazji bardzo odpowiedzialna, to właśnie ich zadaniem jest dowieźć nas wszystkich bezpiecznie do celu. Dlatego warto dobrze żyć z kierowcami, starać się nieco wychodzić im naprzeciw, a na pewno przymykać oko na ich, często co najmniej niezrozumiałe "widzi mi się". W tej relacji ogromnie ważny jest dialog. Kierowcy natomiast muszą pamiętać o tym, że są w pracy, a nie na wakacjach. Nawet, jeśli będzie narzekał i według niego będzie mu najgorzej na świecie, z pewnością byłoby mu gorzej, gdyby siedział w tym samym czasie w domu, zastanawiając się, kiedy kolejny raz pojedzie do pracy. 

2 komentarze:

  1. Co widać, kontakt na linii pilot-kierowca nie zawsze należy do łatwych i przyjemnych. Po raz kolejny z resztą można się przekonać, że pilot wycieczek nie tylko musi zadbać o uczestników wycieczki, ale też o szereg innych rzeczy jak np. w miarę dobry kontakt z kierowcą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mawiają koledzy po fachu: pilot nie je, nie śpi, nie myje się :) Bo najpierw trzeba dopilnować, żeby wszystko miała cała reszta :)

      Usuń