19.07.2015

Toledo


Zanim powstał jakikolwiek nieco bardziej szczegółowy plan naszej podróży do Hiszpanii wiedziałem, że trzeba będzie poświęcić choć chwilę na miasto, o którym słyszałem bardzo wiele dobrego. Z Madrytu do Toledo jest naprawdę niedaleko, więc postanowiliśmy poświęcić pół dnia, by zobaczyć to przepiękne kastylijskie miasto, pierwszą stolicę Hiszpanii, której katedra podobno zwala z nóg. Tym bardziej, że Madryt absolutnie nie porywał mnie za serce i potrzebowałem pojechać w miejsce, gdzie w końcu znajdę coś dla siebie.

Dojazd do miasta nie był zbytnio skomplikowany. Z samego rana stawiliśmy się na madryckim dworcu Atocha, kupiliśmy bilety na szybki pociąg , przebrnęliśmy przez wymaganą odprawę bezpieczeństwa i udaliśmy się do pierwszej stolicy Hiszpanii. Przejazd był dość tani, około 10 euro od osoby w jedną stronę, a przede wszystkim szybki. Według rozkładu powinniśmy dotrzeć mniej więcej w pół godziny. Byliśmy nawet szybciej. Kto to widział pociągi, które przyjeżdżają do celu przed czasem?!

Bilet można kupić wcześniej przez Internet, można też kupić go na dworcu w kasach. Na madryckim dworcu są specjalne kasy. By się do niej dostać konieczne jest pobranie numerka z automatu. Osobno kupuje się bilety na ten sam dzień, osobno na późniejsze terminy. Kiedy już jesteście na dworcu Atocha, pamiętajcie, by pojawić się na nim najpóźniej na pół godziny przed odjazdem pociągu. Po pierwsze trzeba poczekać, by kupić bilet. Po drugie dworzec jest przeciętnie oznakowany, koniecznym było pytanie miejscowej obsługi, jak dojść na interesujący nas peron. No i oczywiście kontrola bezpieczeństwa. Ale zdążyliśmy, wsiedliśmy i po dwudziestu paru minutach byliśmy już w oddalonym o 70 kilometrów Toledo.

Na pierwszy rzut oka mieszkańcy sprawiali wrażenie bardzo świadomych. Świadomych tego, że żyją w miejscu niesamowicie przyciągającym turystów. Do tego stopnia, że pierwszą rzeczą atakującą Cię po wyjściu z pociągu są rozstawione wzdłuż całego dworca sklepiki z pamiątkami. Zachłanność dochodzi tu do tego stopnia, że nawet mapkę starówki na zwykłej kartce papieru, którą w każdym innym mieście dostaniesz za darmo, tutaj możesz kupić. Za 2 euro.

W Toledo padało. Nie mieliśmy więc wyjścia, trzeba było rozplanować zwiedzanie tak, by jak najwięcej czasu spędzić pod dachem. Zanim jednak jakikolwiek dach, trzeba było w strugach deszczu maszerować na nieco oddaloną od dworca starówkę. Taki spacer bardzo szybko rekompensują widoki. Po kilkuset metrach wyłania się przed Tobą panorama przepięknego miasta na wzgórzu otoczonego z trzech stron rzeką Tag. Przechodząc przez most prowadzący na starówkę poczułem się trochę jak w Mostarze, most równie monumentalny, rzeka, przepływająca wartkim nurtem kilkadziesiąt metrów pod naszymi stopami i ten klimat, którego nie jestem w stanie określić słowami. Gdyby nie deszcz i uciekający czas, pewnie stałbym sobie na tym moście i słuchał szumu Tagu, podziwiając jednocześnie górujący nad miastem Alkazar.
Widok z mostu na miasto, widoczny Alkazar
Szybkim krokiem wspięliśmy się na górę, docierając do placu Zocodover. Plac raczej przeciętny, ewidentnie pełniący funkcję rynku, nieco podobny do madryckiego Plaza Mayor. Sporo knajpek, gdzie można było skryć się na chwilę przed tą przebrzydłą ulewą i napić się kawy. Nawet delektowanie się kawą nie pomogło w przeczekaniu nieustającej ulewy, dlatego postanowiliśmy wyruszyć na podbój lokalnej katedry. Nie trudno było do niej dotrzeć, nie dość, że wieża katedralna widoczna jest zewsząd, to jeszcze tłumy turystów różnej narodowości przemieszczały się w jej kierunku,  zbaczając co chwilę z drogi, by ominąć kałuże.
Zabudowa na Placu Zocodover
Wieża katedry widziana z jednej z uliczek
Po zakupieniu biletów, uzbrojeni w audioguide’y weszliśmy do wnętrza świątyni. Było ogromne. Zanim jednak podziwianie wnętrza, czekało nas wyjście na wieże. Z grupą kilkunastu osób, pod opieką hiszpańskojęzycznego przewodnika, pełniącego jednocześnie funkcję odźwiernego, zaczęliśmy wspinać się po schodach. Widoki na miasto w strugach deszczu mimo niesprzyjającej scenerii pogodowej były przepiękne. Krużganki również. Jednak wyjście na szczyt wieży było dla nas rozczarowaniem. Widoki owszem, świetne, szkoda tylko że wszystko za kratą i siatką. Co gorsza nawet nie da się podejść do okien, by przełożyć obiektyw przez kraty i zrobić dobre zdjęcie. Z niedosytem schodziliśmy z katedralnej wieży.

Ruszyliśmy na podziwianie wnętrz. Chyba nigdy w życiu nie zdążyło mi się zwiedzić obiektu sakralnego tak dokładnie. I nie było to nawet związane z niesprzyjającą aurą i chęcią przeczekania deszczu. Wnętrze kościoła tak mnie ujęło a do tego było tak ogromne i bogate, że słuchając historii o każdym fragmencie kościoła nawet nie zauważyłem, kiedy minęły mi dwie godziny. Wrażenie tego miejsca jest nie do opisania. Spora ilość bogato zdobionych kaplic, fantastyczny chór uchodzący za najpiękniejszy spośród wszystkich europejskich katedr, zakrystia pełniąca funkcję muzeum, w której znaleźć można dzieła El Greco, Caravaggio, Tycjana czy Van Dyka, a także najwybitniejszy przykład barokowej rzeźby Hiszpanii - El Transparente. Jeśli dodać do tego błyszczącą od złota i szlachetnych kamieni wystawę w skarbcu, nic dziwnego, że na podziwianiu wnętrza spędziliśmy aż tyle czasu.
Gdyby ktoś miał wątpliwości dotyczące pogody w Toledo :)
Jedno z ulubionych ujęć podczas wchodzenia na wieżę katedry
Tak podziwia się widoki ze szczytu katedralnej wieży

Fragment ścian w katedrze
Fragment wnętrza katedry, widoczny bogato zdobiony, potężny chór
Lokalna zakrystia przekształcona w muzeum
Perła baroku w gotyckiej świątyni - El Transparente
Po zwiedzeniu każdego zakamarka świątyni ruszyliśmy dalej. Pogoda powoli się polepszała (tzn. padało a nie lało), a my ruszyliśmy w kierunku Domu El Greco, w którym przeraziły nas ceny wejściówek. Na szczęście tuż obok udało nam się znaleźć atrakcję mieszczącą się na naszym budżecie - synagogę El Transito, mieszczącą muzeum sefardyjskie. Warto było wejść do środka, poza biletami w przystępnej cenie, wewnątrz podziwiać można bardzo dobrze zrobioną wystawę dotyczącą żydowskiej kultury w Toledo. Wygląd synagogi może być dość mylący, ze względu na stylu mudejar, w którym została zbudowana, przypomina ona na pierwszy rzut oka meczet, a nie synagogę.
Ekspozycja w El Transito
Tuż za synagogą był już drugi koniec starówki, dlatego wybraliśmy się na pobliski most św. Marcina, by rzucić okiem na miasto zza rzeki. Widok robił wrażenie, do tego przestało padać. Tymczasem zostało nam bardzo niewiele czasu do powrotnego pociągu, a chcieliśmy jeszcze znaleźć rzymskie łaźnie. Po błądzeniu w plątaninie wąskich uliczek Toledo udało nam się je znaleźć, niestety były nieczynne. Tak, łapiąc ostatnie ujęcia katedralnej wieży, udaliśmy się na powrotny pociąg do Madrytu.
Widok na Tag

Most św. Marcina w Toledo
Wracałem stamtąd z pewnym niedosytem. Nie zdążyłem zobaczyć wszystkiego, a przemoczone obuwie i nieustanny deszcz z każdą kolejną chwilą były coraz bardziej uciążliwe. Ale mimo niesprzyjającej pogody, fantastycznie położone i do tego dokładnie tak zabytkowe, jak lubię najbardziej, Toledo dało się sobą zauroczyć. Stare, a dobrze utrzymane, powalające w każdym calu. Mógłbym tymi uliczkami chodzić bite dwa dni, żeby poznać każdą z nich. Co na pewno boli, to ceny. Jest tutaj dość drogo, trudno spodziewać się czegoś innego po mieście, które jest po prostu perłą architektury. Czy warto? Bezapelacyjnie, nawet w deszczu. Ja wiem, że jeszcze wrócę tam, zobaczyć to, czego nie zdążyłem zwiedzić przez moje pierwsze pięć godzin w Toledo. 

4 komentarze:

  1. Kurde, nie za fajnie wyszło z tym deszczem. Fajnie, że jednak mimo wszystko daliście radę i pozwiedzaliście trochę Toledo. Skoro jest ono niedaleko położone od Madrytu to pewnie, że warto tam się wybrać. Mam niestety ten problem, że ja w ogóle nie byłem jeszcze w Madrycie. Ale może w tym roku jeszcze dam radę to zmienić... Ty chyba nie żyjesz bez zrobienia sobie selfie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to pojedź do Madrytu na kilka dni, i przy okazji wykorzystaj czas na podbój dwóch niedalekich miast, Toledo i Segowii. Założę się, że w obu z nich spodoba Ci się bardziej, niż w stolicy :)
      O Segowii będzie niedługo, i co najważniejsze, nie będzie deszczu :)
      Co do selfie, hahaha, być może :) Po prostu trochę już to do mnie przylgnęło i pewnie razem z modą na selfie zginę i ja. Albo poszukam innej metody autopromocji, najlepiej takiej, o której nie będę musiał czytać artykułów, że jest to choroba psychiczna :)

      Usuń
  2. Kurczak, ale szkoda z tym deszczem faktycznie. Jak ja byłem ostatnio w Toledo słońce paliło niemiłosiernie! Za to nie byłem w katedrze :( Przynajmniej jest powrót żeby wrócić jejeje Następnym razem z Madrytu udam się do Eskurialu i do Alavy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Toledo to jet to, co tygrysy lubią najbardziej ;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń