26.07.2015

Segowia


Był pochmurny, piątkowy poranek, kiedy to wybraliśmy się na krótki wypad do Segowii. Znów pojawiliśmy się na dworcu Atocha w Madrycie, znów wzięliśmy numerek do kolejki, znów dumnie, hiszpańskim dalekim od poziomu "fluent", postanowiłem zakupić dla nas bilety na szybki pociąg. I tu zaczęły się schody.
 Jak się okazało, oczywiście możemy kupić bilet do Segowii na głównym dworcu kolejowym w stolicy kraju. Problem był taki, że pociągi do Segowii wyruszają z zupełnie innego miejsca. Cokolwiek byśmy nie zrobili, nie zdążymy, ani metrem, ani taksówką, niczym. Kolejny szybki pociąg dopiero za dwie godziny, najbliższy normalny, jadący z prędkością naszych polskich pociągów, za godzinę. Tym drugim u celu będziemy i tak szybciej. Jednym i drugim za jakieś trzy godziny.

Ekstremalnie zadowoleni postanowiliśmy poszukać innego rozwiązania, które w trybie natychmiastowym przeniesie nas do tego miasta. Z pomocą przyszła Sepulvedana, przewoźnik autokarowy łączący Madryt z Segowią. Aby dostać się na dworzec autobusowy, musieliśmy podjechać metrem w okolice Puerta de Segovia, odnaleźć biuro sprzedaży biletów (choć nie było to łatwe zadanie), i w końcu zasiąść wygodnie w fotelach rozkoszując się około godzinna podróżą.

Im bliżej celu, tym krajobraz robił się bardziej swojski. Pojawiały się zaśnieżone szczyty gór, a standardowym widokiem były stada bydła pasące się na łąkach przy autostradzie. Segowia leży na wysokości 1000 metrów n.p.m., więc ośnieżone szczyty otaczające miasto zapowiadały świetne widoki i fantastyczne wrażenia.
Swojski krajobraz w pobliżu Segowii
Dotarliśmy na miejsce i już dojeżdżając na lokalny dworzec wiedzieliśmy, gdzie się udać. Z trasy widać było potężny, rzymski akwedukt, będący lokalną wizytówką. Udaliśmy się w jego kierunku, podziwiając po drodze charakterystycznie zdobione fasady kamienic. Przy ogromnym placu obok akweduktu znaleźliśmy centrum informacji turystycznej, gdzie z ogromną otwartością i gościnnością udzielono nam wszelkich informacji i wręczono nam darmowe mapki. Już na pierwszy rzut oka dało się tu zwrócić uwagę, jak ważni i szanowani są w tym mieście turyści.
Po drugiej stronie Akweduktu
Akwedukt w Segowii
Wdrapując się na schody tuż obok akweduktu na horyzoncie pojawiły się znów wspaniałe, ośnieżone szczyty gór, te same, które widzieliśmy jadąc z Madrytu. Ruszyliśmy na starówkę. Co urzekło mnie przede wszystkim, to świetne oznakowanie turystyczne, prowadzące do najważniejszych atrakcji miasta. Co ciekawe, do najważniejszych atrakcji prowadzi też oznakowanie w jednym z dalekowschodnich języków.
Oznakowanie turystyczne w Segowii
Po chwili dotarliśmy do tutejszego rynku. Architektonicznie nie różnił się on niczym od tego w Toledo, czy w Madrycie. Był po prostu przeciętny. Za to na samym końcu placu wyłoniła się nam, podobno ostatnia wybudowana w tym kraju w duchu gotyku, katedra.
Zabudowa głównego placu miasta

Przepiękna katedra
Do wnętrza świątyni wpuszczono nas z ogromną gościnnością, przy wejściu dostaliśmy również plany katedry. Segowia miała pod tym względem pecha, po zwiedzaniu katedry w Toledo dzień wcześniej, żadna świątynia nie mogła się z nią równać. Wnętrze spore, ogromna przestrzeń, jednak w porównaniu do toledańskiej poprzedniczki jest w niej znacznie mniej miejsc, na których można zawiesić oko. Nie wiem, czy nie była nawet lepsza z zewnątrz, niż wewnątrz, co nie zmienia faktu, że trzeba zwiedzić ją też od środka.
Fragment wnętrza katedry
Ruszyliśmy dalej. Na samym końcu starówki czekał już na nas zamek. Zwie się Alkazarem i ogromny plus już na wejściu otrzymał ode mnie za audioguide’y w języku polskim. Umożliwiło to nam bez trudu poznanie każdego zakamarka tego miejsca. Wnętrze jak dla mnie deklasuje madrycki Palacio Real. A do tego dochodzą widoki z zamku na okoliczne miejscowości i wisienka na torcie – widok na miasto z wieży zamkowej.
Alkazar
Widoki z Alkazaru
Jeden z dziedzińców zamkowych
Widok z wieży zamkowej na miasto
Po wizycie w zamku wróciliśmy w okolice akweduktu nieco inną drogą, zahaczając po drodze o inne zabytki, w tym kościół św. Michała, i przechadzając się głównym deptakiem Segowii. Nadszedł czas powrotu do Madrytu, tym bardziej, że czekał na nas wstęp do jednego z muzeów, wykupiony na konkretną godzinę.
Kościół św. Marcina
Widoki na trasie spaceru :)

Postanowiliśmy spróbować swoich sił i wrócić do stolicy pociągiem. Aby dotrzeć na dworzec, koniecznym jest podjechanie miejskim autobusem linii 11 tuż spod akweduktu. Przejażdżka trwa około 15 minut i kosztuje 1,03 euro (nie wiem, kto wymyślił tak dziwną kwotę).
Domy w Segowii

Po 15 minutach jazdy jesteś daleko za miastem, pośrodku niczego. Dokładnie tam jest dworzec kolejowy. Gdzieś na horyzoncie widać wieżę katedry, ale z pewnością gdybym przyjechał tu rano, miałbym bardzo wiele wątpliwości, czy przypadkiem Segowia nie jest jakąś pasterską wioseczką pośrodku Mesety.

To, co wydarzyło się na dworcu przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Na naszych oczach w przeciągu jednej sekundy wszystkie bilety na dwa najbliższe pociągi do stolicy zostały wyprzedane. W hiszpańskich pociągach jest tyle miejsc ile krzeseł, nie ma miejsc stojących, a do tego tablice z rozkładem pociągów są na tyle pomyślane, by informować podróżnych, czy są jeszcze bilety na interesujące cię połączenie. Tak w ciągu sekundy zostaliśmy pozbawieni nadziei na powrót pociągiem i z nieposkromioną radością wsiedliśmy z powrotem w autobus nr 11 udając się pod dobrze nam znany akwedukt.

Stamtąd bardzo szybkim krokiem udaliśmy się na dworzec autobusowy, by zdążyć na najbliższy autobus. Ku naszej radości bilety na najbliższy autobus również zostały już wykupione, więc przyszło nam koczować około godziny na dworcu na kolejne połączenie. Hasło „Completo” stało się wówczas informacją miesiąca, a nasze bilety do madryckiego muzeum właśnie przepadły z kretesem. Na pocieszenie pozostały nam widoki ośnieżonych szczytów podziwiane z rozgrzanego do około 40 stopni wnętrza autobusu Sepulvedany.

Co w Segowii polubiłem najbardziej? To, że jest swego rodzaju nieodkrytą perłą. Ma ogromną konkurencję w Toledo, które jest głównym celem jednodniowych wypadów z Madrytu, i zostaje pod tym względem na moje oko w tyle. I bardzo dobrze, że tak jest. Tutaj o turystę się dba, tu spotkasz ludzi gościnnych, otwartych i pomocnych. Zabytkowo Segowia absolutnie nie ustępuje pierwszej stolicy Hiszpanii, a co najlepsze, nie jest aż tak zadeptana. I tańsza! I nawet jeśli pojawisz się na nie tym dworcu, co trzeba, lub bilety na Twój pociąg wyprzedadzą się na Twoich oczach, będziesz Segowię wspominał dobrze, a nawet lepiej, niż piękne, deszczowe Toledo.

Jeśli chcesz lepiej poznać trzy najważniejsze zabytki Segowii, zapraszam na blog Darka!

8 komentarzy:

  1. Dobrze, że w końcu dotarliście :) Miejsce wygląda dość interesująco więc kolejny punkt do odwiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie żałuję, że w końcu się nam udało. A miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia, zdarzało mi się słyszeć, że nawet lepsze niż Toledo :)

      Usuń
  2. Na znakach piszą po arabsku i chińsku (japońsku)??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie próbuję zgadywać, po jakiemu :) Ale może znajdzie się ktoś, kto odpowie na to pytanie :)

      Usuń
  3. Znów deszczowo, ale jakby nie było i tak pięknie! Polecam po stokroć wszystkim, bardziej niż Madryt ;0) pozdrawiam, Darek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gasz, ale faux pas.. :D
      Zbieżność nazwisk, już poprawione :)

      Usuń
  4. Moi znajomi byli zachwyceni Segovią:) dla mnie ona jest po prostu ładna i warto przyjechać, aby zobaczyć choćby sam akwedukt.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne krajobrazy, fantastyczna architektura, wyjątkowy klimat:) Tylko raz byłem w Sogovii, ale na pewno tam wrócę.

    OdpowiedzUsuń