01.04.2015

TOP 10 - pilockie anegdotki

Im dłużej jeżdżę, tym bardziej przekonuję się, że każda grupa to inna historia. Każdy wyjazd przynosi nowe przygody i anegdoty. To nowi ludzie i nowe sytuacje, dzięki którym po każdym z pilotaży jest co opowiadać. Doświadczenia i osoby bywają różne, czasem wraca się do domu i chce się jak najszybciej o tym wszystkim zapomnieć, a czasem wraca się z łezką w oku i chęcią wyruszenia z tą samą ekipą jeszcze nie raz. Czasem sytuacje są trudne, ale o trudach innym razem. Dziś moje TOP 10 ulubionych pilockich anegdotek. Takich just for fun :)

#10 Wake up in the morning feeling like P-Diddy

Ukraina, lipiec 2013, piąta nad ranem. Moje bezwładne ciało unosi się w górę i w dół przypięte pasem do fotela pilota. Śpię, podobno nawet chrapię. Śpię bardzo spokojnie, autokar przemieszcza się ruchem jednostajnym, więc po kilku godzinach nocnego czuwania dało się zasnąć bez trudu. Budzi mnie nagła zmiana tempa, gwałtownie hamujemy. Otwieram zaspane oczy, przede mną, na środku ukraińskiej autostrady biegnie koń. Za koniem, tą samą autostradą biegnie jego właściciel. Zastanawiam się, czy to nie sen. Patrzę na kierowcę, który z identycznym osłupieniem wpatruje się w pejzaż przed szybą naszego autokaru. To był mój pierwszy raz na Ukrainie i już o piątej nad ranem mogłem poczuć dzikość wschodu :)

#9 I like it loud!

Byłem kiedyś na pilotażu w Finlandii. Był to bardzo ważny wyjazd, nie dość, że mój pierwszy wygrany przetarg, to jeszcze jechało z nami Ministerstwo Środowiska. Więc przygotowałem się bardzo, ale to bardzo do tego wyjazdu, by przypadkiem nie dać plamy.

Miałem jednak pewnego kierowcę, typowego, powściągliwego fina. Niewiele mówił, nawet jak było mu źle, to nie dawał tego po sobie poznać, nie zagadywał. Milczał. Jednak, kiedy już zasiadłem koło niego, by co nieco poopowiadać grupie, ten zaczął rozmawiać przez telefon. Kiedy ja zaczynałem mówić coraz głośniej do mikrofonu, by po pierwsze go zagłuszyć, a po drugie skupić się na tym, o czym sam mówię, on zaczął robić to samo. I tak cała moja opowieść o Finlandii była wzajemnym przekrzykiwaniem się z kierowcą, kto potrafi mówić głośniej.

#8 No, no, no, you better not!

Fiński kierowca to nie jedyny przykład powściągliwości tego narodu. Na pilotażach jestem otwarty do tego stopnia, że wręcz dostaję pilockiego ADHD. Nie inaczej było w Finlandii, kiedy to nieświadomy fińskiego strachu przed obcymi ludźmi, z ogromnym uśmiechem i otwartością pochodziłem to osób, z którymi przychodziło mi tam współpracować.

Jedną z pierwszych napotkanych osób była kelnerka w restauracji zaraz po przyjeździe do hotelu. Na początku podchodziłem do niej by wypytać o parę spraw, a wychodząc uśmiechnąłem się do niej, mówiąc "see you later". Dziewczyna zrozumiała to bardzo jednoznacznie, broniąc się wręcz rękami i nogami przed naszym spotkaniem „po godzinach”. Kilka minut później wróciłem do restauracji, bo zajęty kilkoma sprawami na raz, zapomniałem zabrać kurtki. Wszedłem z uśmiechem mówiąc "As I promised" i zabrałem swoją zgubę. Wychodząc, usłyszałem pytanie "To co, teraz to już do widzenia?". Nie jestem w stanie opisać jej miny, gdy usłyszała, że jemy tu jeszcze śniadanie i kolację :)

 #7 Sprechen Sie klawiaturen?

Na jednym z pierwszych moich niemieckich pilotaży miałem też bardzo interesującą sytuację z recepcjonistką w schronisku młodzieżowym. Już podczas organizacji tego wyjazdu powinienem domyślić się, że będzie z tą Panią zabawnie, bowiem na każdego mojego maila po angielsku uparcie odpisywała w języku ojczystym. Miałem to szczęście, że na wyjeździe byli ze mną nauczyciele języka niemieckiego i oferowali się z szeroko pojętą pomocą językową. Jednak trudno, byśmy chodzili ze sobą za rączkę, w końcu przyszło mi porozmawiać z tą Panią w cztery oczy.

Bardzo szybko okazało się, że Pani naprawdę po angielsku nie mówi, ba, nawet angielskiego nie rozumie. Ja na widok jej, mówiącej do mnie po niemiecku robiłem dokładnie tak wielkie oczy jak ona, gdy mówiłem do niej po angielsku. W pewnym momencie kobieta wywaliła klawiaturę na ladę, odpaliła Google Translate (bo właśnie dzięki temu narzędziu udawało jej się rozumieć, co do niej piszę w mailu), i zaczęła do mnie pisać.
Chciałbym zobaczyć to z perspektywy osoby trzeciej :)

#6 Do not disturb

Najwięcej radości przynoszą jednak członkowie grup. Kiedy jest się pilotem, ludzie postrzegają Cię jako chodzącego Wujka Google, który odpowie Ci na każde pytanie. Sytuacja ma miejsce w hostelu w Kijowie, pół godziny przed wyjazdem w drogę powrotną do Polski. Każdy krząta się w okolicach swojego bagażu, niektórzy biegają po kilku hostelowych piętrach, biorą prysznic i przygotowują się do drogi powrotnej. Ja, zmęczony po całym dniu, skupiam resztki swoich sił na spakowaniu się przed wyruszeniem w drogę. Podchodzi do mnie nagle jedna z uczestniczek wyjazdu, pytając mnie "Nie widziałeś mojej siostry?". Ja nadal zmęczony i nadal skupiony na pakowaniu swoich rzeczy, milczę, jednak czuję nachyloną nade mną niewiastę oczekującą na odpowiedź . Po chwili przenikliwej ciszy odpowiedziałem "Sorry, I don’t speak polish", nadal skupiając się na swoim bagażu. Dopiero śmiech kilku zgromadzonych wokół nas osób uświadomił mi, co jej odpowiedziałem :)

#5 iPhone jest szybszy

Poza tym, że grupy często traktują Cię jak wyrocznię, bardzo interesują się Twoim życiem po godzinach. Czasem zapraszają na wieczorne melanże, a czasem robią Ci zdjęcia w kompromitujących sytuacjach (a raczej w takich, które im wydają się kompromitujące).
Będąc z grupą w Stuttgarcie postanowiłem wybrać się do pobliskiego sklepu, by kupić lokalne alkohole w ramach prezentu. Pech chciał, że połowa grupy zastała mnie ledwo dźwigającego kilka flaszek. Bardzo starałem się, by tego nie uchwycili, ale niestety iPhone był szybszy…



#4 Krzywa wieża w..?

Zdarza się też wyjeżdżać z tzw. kwiatem polskiej młodzieży. Kwiat polskiej młodzieży nie o wszystkim musi mieć oczywiście pojęcie, i nie ma co mu umniejszać. Podczas mojego pierwszego pilotażu oprowadzała nas przewodniczka, która grupie gimnazjalistów zadała pytanie "Z czym wam się kojarzy włoskie miasto Piza?"

Ręce mi opadły, gdy usłyszałem odpowiedź "z pizzą" :D O tamtej pory przy okazji przejazdu w okolicach Wrocławia sam zawsze zadaję to pytanie grupom młodzieży. I jak się okazuje, tamta pizza to nie jest odosobniony przypadek :)

#3 Conchita

Są czasem takie grupy, które delikatnie mówiąc są na tyle zajęte sobą, że nie potrzebują pilota. Pilot, choćby bardzo się starał, i tak nie ma dla nich większego znaczenia.

Miałem kiedyś właśnie taką grupę, która dawała mi do zrozumienia, bym do nich nie mówił, bo świetnie bawią się sami w swoim towarzystwie. Bardzo często staram się włączyć grupy w dyskusję i tak chciałem zrobić tym razem. Właśnie wjechaliśmy do Niemiec, dlatego postanowiłem im co nieco przybliżyć ten kraj. I w trakcie tej opowieści zadałem pytanie:

- "Z kim graniczą Niemcy?"
- "Z NIKIM!" – usłyszałem stanowczo.
- "Widzę, że na lekcjach historii zatrzymaliście się na trzeciej Rzeszy…" skwitowałem z lekką ironią.

Kiedy jednak usłyszałem, że ulubionym przysmakiem Niemców jest Conchita, stwierdziłem, że chyba jednak skrócę opowieść o Niemczech dziesięciokrotnie. Przynajmniej dla tej grupy.

#2 Most samobójców

Wiemy jak może to wyglądać, gdy zadajesz grupie pytania. Co jednak, gdy ktoś z grupy zadaje pytanie Tobie? Oczywiście najgorszą odpowiedzią jest „nie wiem”. Czasem nie ma jednak wyjścia.

Na jednym z pilotaży zabrałem grupę do rezerwatu skały Bastei. W tym rezerwacie bardzo słynnym obiektem jest charakterystyczny, kamienny most zawieszony 70 metrów nad przepaścią pośród ostańców skalnych. Podczas spaceru po tym moście podeszła do mnie jedna dziewczyna z mojej grupy (grupa była z gimnazjum) , mówiąc: "proszę Pana, ja mam takie orientacyjne pytanie, ile osób popełniło tu samobójstwo?"

Wywiesiłem białą flagę.
Bastei

#1 If you wanna be my lover

Klika dni po moim pierwszym pilotażu dostałem wiadomość od znajomej na facebooku z linkiem do Spotted AGH. Oto, co znajdowało się w tym linku:


Szukała mnie gimnazjalistka, która była ze mną na wyjeździe. Teraz chyba oczywiste, dlaczego z reguły zapraszam znajomych z wyjazdów na fanpage, a nie do znajomych. :)

3 komentarze:

  1. Trochę śmiesznie, a trochę żenująco co do np. grupy 3 :) Ale wiem, wiem różni ludzie (grupy) się trafiają. Moja znajoma pilotka, opowiadała, gdy wyjątkowo raz wybrała się z grupą pielgrzymkową. Wspominała, że w nocy zdarzyło się jej, że ktoś pukał usilnie do drzwi, bo chciał się podzielić tym, że właśnie doznał... objawienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kwiaty polskiej młodzieży! Tak bardzo kocham! I te pytania od czapy.
    Dobry sposób na pozbycie się natrętnej młodzieży zapraszającej na fb do znajomych. Dzięki za radę!

    OdpowiedzUsuń
  3. "nie wiem kto to jest" LOL :-D ironia level hard. :D u nas w korpo niektórzy tez uparcie pisza po niemiecku, więc to chyba taka ich cecha narodowa :X

    OdpowiedzUsuń