30.03.2015

Jak przygotować się do pilotażu?


Pilotów wycieczek mógłbym podzielić na dwie kategorie. Pierwsza z nich to freelancerzy, łapiący zlecenia z różnych biur podróży, i z pilotażu żyjący. Drudzy, związani z jednym, sprawdzonym biurem podróży. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej kategorii, głównie ze względu na to, że za biurkiem jednego biura pracuję. I osobiście uważam, że jest to bardzo wygodne. O ile zleceń jest mniej, o tyle wyjazd tworzysz sobie sam. Sam projektujesz trasę, sam rezerwujesz noclegi. Wiesz wszystko, wiesz czego się spodziewać, wiesz gdzie trzeba uważać i na co zwrócić uwagę. Jednak samo stworzenie programu, rezerwacje wstępów, noclegów i wszystko inne, co wiąże się z organizacją imprezy turystycznej samą w sobie, to nie wszystko. Warto, a nawet trzeba zadbać o kilka rzeczy, często będących jednorazową inwestycją na dobrych parę lat. I o tym, jak przygotowuję się do pilotażu, opowiem Wam dziś.

Trasa

Na myśl o zawodzie pilota wycieczek jednym z pierwszych skojarzeń powinna być znajomość trasy przejazdu i współpraca z kierowcami w tym temacie. Wiadomo, że zwłaszcza na początku drogi w tym zawodzie nie jest to łatwe. Nie oszukujmy się, nie każdy był wszędzie, nie każdy spał w każdym hotelu, nie każdy wie, jak najlepiej dojechać do danego miejsca, gdzie jest parking, i gdzie w danym mieście będzie dobre miejsce, żeby autokar podjechał po grupę. Jeśli tego nie wiesz, musisz to sprawdzić, niewiedza w tym zawodzie wiąże się ze wstydem i rozczarowaniem.

Dlatego, jak najlepiej się do tego przygotować?

Na etapie planowania trasy, sprawdzenia drogi dojazdu, parkingów, czy miejsc docelowych nie wyobrażam sobie na chwilę obecną życia bez Google Maps. Dzięki niemu nie musimy już kilometrów wyliczać z tradycyjnej mapy, dodając liczb na kalkulatorze. Satelita pozwala nam zlokalizować obiekty, a opcja Street View umożliwia zorientowanie się w okolicy miejsca, do którego masz dojechać. Pozwala Ci to na ekranie monitora przenieść się w miejsce, w którym za kilka dni będziesz jechać autokarem. Street View ma też inną bardzo pomocną funkcję, ale o tym nieco później.

Co, gdy technika zawiedzie?

GPS to wspaniały cud techniki. Weźmy jednak pod uwagę, że czasem bywa to środek zawodny. Miałem swego czasu sytuację, kiedy na wjeździe do Monachium GPS zwariował, albo w trakcie przejazdu do centrum Heidelbergu nagle przestał działać. I co dalej, kiedy do Heidelbergu wjeżdżasz po raz pierwszy, a w Monachium znasz tylko niewielki obszar starówki, do której jeszcze 10 kilometrów?

Po pierwsze, Google Maps mają wspaniałą opcję „drukuj”, którą stosuję zawsze w teczce imprezy, punkt po punkcie. Pogląd na całą trasę, wyjazd z miasta, wjazd do miasta, z koniecznym zapisem numeru zjazdu z autostrady. Warto jednak zaufać starym, dobrym, papierowym mapom. Dlatego wychodzę z założenia, że kilkadziesiąt złotych włożonych w dobrą, samochodową mapę kraju, to inwestycja, która się zwraca. Często takie mapy mają też zeszyty z mapkami centrów najważniejszych miast, co mi osobiście pomogło, kiedy postanowiłem jednej z grup zafundować bonus w postaci Drezna bez wcześniejszego przygotowania.
Dodatkowo, każda prywatna podróż, czy jakikolwiek pilotaż poza pięknymi zdjęciami powinien sam z siebie przynosić jakąś mapkę z lokalnej informacji turystycznej. I to najlepiej więcej, niż jeden egzemplarz. Coś zawsze zginie, zniszczy się, coś oblejesz kawą, a może uratować życie. W końcu wszyscy oczekują od Ciebie, byś znał drogę.

Konspekt

Trasę przejazdu znamy już jak własną kieszeń. Ale to nie wszystko. Mamy też obowiązek zapoznać swoją grupę z miejscami, które będą odwiedzać, miastami i atrakcjami, które mijamy, z historią regionu, czy informacjami o kraju, w którym będziemy przebywać. Jak do tego się przygotować?

Warto zrobić sobie tzw. konspekt. Konspekt to Twoja prywatna opowieść o kraju, regionie, mieście, atrakcji, którą przedstawiasz grupie. Forma konspektu jest dowolna, możesz sobie tam wypisać wszystko w punktach, możesz napisać sobie piękną historyjkę, którą będzie się dobrze czytało tobie samemu. Jestem zwolennikiem opcji numer dwa z pogrubieniem najważniejszych informacji do przekazania, tak, by w sytuacji, kiedy dajmy na to dostajesz zaćmienia umysłowego, rzucić tylko okiem i odświeżyć pamięć.

Z czego skorzystać, robiąc konspekt?

Na pewno nie z jednego źródła.

Zacznijmy od źródeł internetowych. Wpisując cokolwiek w wyszukiwarkę zawsze bardzo wysoko pojawia się znana wszystkim Wikipedia. Korzystanie tylko z niej stanowczo odradzam, ze względu na to, że z reguły są to suche fakty, przez co nawet najlepiej ubarwiona opowieść będzie po prostu marna. Polecam za to korzystanie z Wikipedii w języku ojczystym, np. czytając o jakimś zabytku we Francji warto poświęcić więcej czasu na przetłumaczenie sobie informacji z języka francuskiego na polski (tutaj pomocny jest Google Translate, choć ma on jeden zasadniczy problem – tłumaczy dosłownie). Tym sposobem wyciągniesz więcej informacji, niż w jakimkolwiek źródle polskojęzycznym, a wiedzą zbliżysz się do lokalnego przewodnika, czy mieszkańca.

Sam z Internetu korzystam przygotowując konspekt, jednak głównie w celu wyszukania ciekawostek. Bez ciekawostek nie wyobrażam sobie żadnej opowieści, no chyba, że chcemy utulić grupę do snu. W przypadku ciekawostek nie polecam żadnej szczególnej strony, polecam za to poszperać po kilku miejscach, znajdziecie ciekawe rzeczy bez większego trudu.

Można się też wgłębić w blogi. Ale blogi raczej skoncentrowane na jednym kraju, czy regionie. Blogi mieszkańców, czy pasjonatów, dostarczą nam bardzo dużo ciekawostek z życia wziętych. Takimi ciekawostkami jesteście w stanie przyciągnąć do siebie ludzi i zbudować ich zaufanie i pewność, że z Tobą nie zginą. W końcu skoro wiesz takie rzeczy, to znaczy że tu byłeś, i to nie raz.

Pomocne informacje znajdziecie też na stronach miast i informacji turystycznych. Z tego też często korzystam ze ślepą wiarą, że na tego typu witrynach raczej ściemy puszczać nie będą.

Jednak Internet to nie wszystko. Warto inwestować w przewodniki. Przewodniki są różne, i też nie przeczytałem wszystkich, by wypowiadać się ekspercko na ich temat. Dlatego jedyne, co wam poradzę, to od przewodników zacząć. Najlepiej zerknąć do przynajmniej dwóch i poczytać na ten sam temat. Robię tak przygotowując konspekt, jeśli tylko mam dostęp do tych dwóch, i zawsze mam dzięki temu dużo więcej informacji i ciekawostek. Warto też rzucić okiem do większej ilości książek dla samej weryfikacji zawartych informacji. Zdarzyło mi się kilkukrotnie zauważyć pewne rozbieżności w datach, czy informacjach. Wtedy zawsze jest Internet, który pomoże nam to rozstrzygnąć. Przewodniki po krajach w przypadku oprowadzania po miastach to jednak bardzo często za mało. Dobre w informacjach praktycznych i ciekawostkach, jednak o samych obiektach z reguły są lakoniczne. Tutaj warto zaszaleć z przewodnikiem po mieście i wyciągnąć z niego esencję, którą dobrze ubierzemy w słowa. A co do przewodników po krajach, zainwestowałem swego czasu w przewodnik po Niemczech, jako, że dość często tam jeżdżę. I nawet nie spodziewałem się, że autor w tak jasny i prosty sposób przedstawia w nim jakże złożoną historię tego kraju. Nie dość, że udało mi się ją pojąć, to jeszcze od czasu do czasu przekazuję tą historię dalej. I mimo, że trzeba przelecieć 2000 lat i 300 miast-państw, to da się to zrobić krótko, zwięźle i na temat.

Empiria

Książki książkami, najważniejsza jest jednak empiria. I tu szczęśliwi piloci, którzy inwestowali w prywatne podróże. Nie dość, że zdecydowanie pewniej prowadzisz grupę w terenie, to jeszcze zawsze możesz ubogacić swoją opowieść o prywatne historyjki związane z danym miejscem. To tak, jakby ktoś miał wątpliwości, czy podróże kształcą. I że takie wykształcenie i doświadczenie zawsze można wykorzystać.

Co jednak, gdy przychodzi nam pokazać grupie miejsce, w którym sami nigdy nie byliśmy?

Można pojechać wcześniej, ale to kosztuje i nie zawsze jest na to czas. Można zatrudnić przewodnika, jednak po pierwsze, przewodnicy też kosztują, nie zawsze mogą, i nie wszędzie przewodnik będzie mówił po polsku, więc nie dość, że musimy znać język obcy, to jeszcze tak czy siak musimy orientować się w temacie, by z tym tłumaczeniem sobie poradzić.

Mi też zdarzyło się kilkukrotnie oprowadzać po miastach, w których nigdy nie byłem. Przykłady? Norymberga, Augsburg, Bazylea, czy Stuttgart. I wszystko to musiałem zrobić sam, na czuja.

W tym momencie wujek Google powinien postawić mi pomnik za nieustającą reklamę, ale możemy uznać że właśnie spłacam mu dług za niejednokrotne uratowanie mi życia.

Oprowadzanie planuję sprawdzając najważniejsze i najciekawsze atrakcje, które jestem w stanie zrobić w danym czasie, lub (a może przede wszystkim) które wymienione są w programie. W Googlu planuję trasę od miejsca, do miejsca, dzięki satelicie oglądam w trójwymiarze (działa w dużych miastach na dużym przybliżeniu) to, co mam grupie pokazać, a Street View ułatwia mi obejrzenie trasy przemarszu przez centrum miasta i zwrócenie uwagi na szczegóły, które pomogą mi się potem odnaleźć. Po takim przeszkoleniu czuję się w obcym mieście prawie jak w domu. A i zawsze w zanadrzu mam mapę z wypisanymi nazwami ulic, by w razie czego nie zacząć błądzić po niejednokrotnie krętych i wąskich uliczkach starówek.

Co do konspektu, nigdy go nie wyrzucaj. Sam mam wielki segregator swoich konspektów, podzielony na kraje. Kto wie, ile razy mi się jeszcze przyda. I kto wie, ile jeszcze uzupełnionych zostanie o niejedną empirię. Poza tym, gwarantuję, nawet jak zapamiętasz wszystko za pierwszym razem, tak a rok nie będziesz pamiętać już nic. Dlatego najlepiej napisać, wydrukować, schować, i wyjąć przy kolejnym razie. A nie marnować czasu na pisanie wszystkiego od nowa, kiedy w tym czasie można poszukać nowych ciekawostek.

I kiedy już piszecie taki konspekt, sami zadawajcie sobie pytania. Często mówi się o rzeczach oczywistych, o postaciach, które każdy powinien znać. Ale zawsze bądźcie gotowi na to, że ktoś może zapytać. Dlatego nie zamykajcie się nigdy na obiekcie, bo gdy już opowiadacie o tym, że żył tu Wolter, warto sobie odświeżyć, kim ten Wolter był. Albo, by stojąc pod katedrą Notre Dame nie odpowiedzieć grupie, że historycy wciąż zastanawiają się, w jakim stylu jest ona zbudowana. Ludzie od pilotów wymagają wszechstronnej i szerokiej wiedzy. Wiadomo, pewnie kiedyś ktoś czymś Cię zagnie, ale ważne, byś robiąc coś dla ludzi, wymagał jak najwięcej od siebie. Nawet, jeśli nie będą słuchać, to wszystko, co w tym konspekcie stworzysz wykorzystasz pewnie jeszcze nie raz, i to z dużo bardziej zainteresowanymi grupami.
Uwaga końcowa. Nie zostawiaj tego wszystkiego na ostatnią chwilę. Przed wyjazdem zawsze coś wypadnie, zawsze trzeba coś załatwić, i nie zawsze uda ci się wyrobić w czasie, który sobie wyznaczysz. Dlatego zacznij odpowiednio wcześniej. Żeby potem nie mieć pretensji do samego siebie, że przygotowałeś za mało, za mało wiesz, marnie wypadłeś i nie będziesz z siebie zadowolony. Na takie przygotowanie potrzeba paru długich wieczorów. A potem pozostaje realizacja i satysfakcja z dobrze wykonanej pracy.

5 komentarzy:

  1. w takiej 'kuchni' chętnie posiedzę dłużej :)
    Czekam na kolejne posty! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie kulisy tego zawodu. W gruncie rzeczy praca pilota do organizacji wypoczynku wakacyjnego dla młodzieży jest bardzo podobna;-) Chyba, że jeszcze nie poznałem "całej kuchni" pilotażowej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie, to dopiero przystawka :) jest kilka tematów do podjęcia, ale to w bliżej nieokreślonej przyszłości :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń